Alpuhara brzmi jak muzyka i mimo, że Mickiewicz pomieszał czas i miejsce, to któż nie słyszał tej ballady:

 

Już w gruzach leżą Maurów posady,

Naród ich dźwiga żelaza,

Bronią się jeszcze twierdze Grenady,

Ale w Grenadzie zaraza.

Broni się jeszcze z wież Alpuhary,

Almanzor z garstką rycerzy,

Hiszpan pod miastem zatknął sztandary,

Jutro do szturmu uderzy.

 

Żeby zrozumieć Alpuharę (po hiszpańsku Las Alpujarras), przepiękną krainę leżącą na południowych zboczach najwyższych gór Hiszpanii – Sierra Nevada, trzeba cofnąć się do VIII w. Wówczas to, duże obszary współczesnej Hiszpanii zostały podbite przez Maurów. Dotarli oni do trudno dostępnych dolin Alpuhary i rozpoczęli proces osadnictwa. Stworzyli wioski na wzgórzach w stylu, do którego przywykli w górach Afryki Północnej: wąskie, kręte uliczki i małe domy z płaskim dachem. Na zboczach utworzyli nawadniane tarasy.

Proces odzyskiwania terenów Półwyspu Iberyjskiego, podbitych przez Maurów był długi i skomplikowany. Uważa się, że jego koniec nastąpił w 1492r. kiedy to upadła Grenada. Jednakże na terenie Alpuhary Maurowie mieszkali jeszcze długo. Oficjalnie przeszli oni na chrześcijaństwo, jednak liczne bunty świadczą, że zachowali odrębność kulturową.

Utrudniony dostęp do Alpuhary spowodował odizolowanie krainy od reszty Hiszpanii i sprawił, że obecnie możemy oglądać wioski, które wyglądają jak wieki temu. Utrzymujący się wpływ kultury mauretańskiej ma swoje odzwierciedlenie w egzotycznych nazwach regionu, tradycyjnych rzemiosłach i płasko zadaszonych wioskach w stylu marokańskim.

Alpuhara.

Wyjechaliśmy z Grenady wczesnym rankiem i jako miłośnicy krętych, górskich dróg, postanowiliśmy przejechać całą trasę, która biegnie granicą parku narodowego Sierra Nevada. Pokonując kolejne zakręty, których są tysiące, delektowaliśmy się przepięknymi widokami. Do wzgórz przyklejone jak klocki, tkwiły białe domki miasteczek (pueblos blancos).

Za najbardziej malowniczą dolinę uważana jest  Poqueira z trzema białymi wioskami. Gdy dojechaliśmy do pierwszej miejscowości – Pampaneira, od razu zachwyciły nas kolorowe dywany i chodniki, odcinające się od bieli ścian. Bez powodzenia szukaliśmy miejsca do zaparkowania samochodu – wszystko było zajęte. Z autokarów wylewały się setki turystów. Na ulicach tłumy. Już nam się przestało podobać, i mimo, że Pampaneira zdobyła wiele nagród turystycznych, widać, że rządzi tu komercja.

Zaczęliśmy wjeżdżać pod górę, niewiele dalej znajduje się druga wioska – Bubion. Było tu znacznie spokojniej, ludzi i straganów zdecydowanie mniej. Tutaj się zatrzymaliśmy. Wyżej jest jeszcze trzecia – Capileira.

Alpuhara – Bubion.

Uważa się, że Bubion powstał w czasach rzymskich, w każdym razie z pewnością przed inwazją Maurów. Jednak jego obecna forma kształtowała się pod wpływem ludności muzułmańskiej.

Pierwsza rzecz, która zaskoczyła nas, gdy wysiedliśmy z samochodu to temperatura. Było około 10 stopni mniej, niż w Grenadzie, a to za sprawą wysokości. Bubion leży na 1350 m. n.p.m. I mimo, że świeciło piękne słońce wyciągnęliśmy kurtki z bagaży.

Przy głównej ulicy znajdują się sklepy i restauracje dla turystów. Zachwycił nas warsztat tkacki, w którym mogliśmy oglądać, jak powstaje jeden z dywanów. Mąż uległ pokusie i zakupił lokalne wino, które rodzina właściciela sklepu sama produkuje. Wino okazało się być średnie w smaku, ale pijąc je wieczorem, wspominaliśmy Bubion.

Gdy opuściliśmy główną ulicę i zapuściliśmy się w wąskie uliczki wioski, zaskoczył nas zupełny brak ludzi na ulicach. Mogliśmy w ciszy delektować się oryginalną architekturą.  Na tle bieli ścian każdy detal nabierał szczególnego znaczenia. Zdumiały nas drewniane elementy budynków. Stare belki, powykrzywiane przez czas, wyglądały jakby w każdej chwili mogły się zawalić. W futrynach drzwi wisiały kolorowe tkaniny.  W donicach rosły soczyście zielone rośliny. Na płaskich dachach panoszyły się dziwaczne kominy.

We wsi nie ma prostych ulic, wszystkie pełne są zakrętów, a niektóre kończą bez wyjścia. Maurowie zrobili to celowo, aby zmylić wroga, gdyby chciał zająć Bubion.

Miejscowość odznacza się dużą ilością źródełek, które obmurowane zostały w mniej lub bardziej ozdobne fontanny. Obok wioski są liczne rowy i kanały, służące nawodnieniu okolicznych pól.

Kościół w Bubion.

Najbardziej znanym budynkiem jest kościół wiejski, zbudowany w XVI wieku i przebudowany w następnym stuleciu. Charakteryzuje się on bardzo prostą formą, nawiązującą do innych budynków miejscowości. Niestety, kościół był zamknięty i nie udało się zobaczyć jego wnętrza.

Więcej informacji na temat Bubion i jego historii znajdziesz tutaj

Alpuhara

Widok na Sierra Nevada.

Gdy minęliśmy ostatnią wioskę w wąwozie – Capileirę, zatrzymaliśmy się przy punkcie widokowym. Dalej asfalt się kończy i jazda możliwa jest pod dwoma warunkami: dysponuje się samochodem terenowym i otrzyma pozwolenie na jazdę po Parku Narodowym. Jeśli oba warunki są spełnione można przejechać się najwyżej położoną drogą w Europie, która kończy się 10 m przed szczytem Veleta (3 398m. n.p.m.)

Ponieważ nie posiadaliśmy ani jednego, ani drugiego, musieliśmy zadowolić się widokami z niższej wysokości. A jak sami widzicie, było co podziwiać. Alpuhara robi wrażenie na wszystkich.

Już nieco zmęczeni kontynuowaliśmy swoją wyprawę.  Droga biegnie doliną Trevelez, która głęboko wcina się w góry i prowadzi nas do miejscowości o tej samej nazwie. Trevelez jest najwyżej położoną wioską w Hiszpanii. Słynie z wyśmienitych szynek, gdyż suchy klimat, związany z dużą wysokością sprawia, że ​​są to idealne warunki do ich przechowywania.

Droga dała mi w kość. Niezliczona liczba zakrętów sprawiła, że zrobiło mi się niedobrze i musieliśmy przerwać naszą podróż po zboczach Sierra Nevada. Najkrótszą drogą, która wcale nie była taka krótka, zjechaliśmy w kierunku wybrzeża.

Alpuhara na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako przepiękna, niedostępna kraina.Jeśli będziecie podróżować po Andaluzji, nie powinno jej zabraknąć na Waszej trasie.

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt

Pozostałe wpisy o Andaluzji:

Kowboje i Indianie na pustyni w Europie. Czy to żart? To Pustynia Tabernas.

Repliki statków Krzysztofa Kolumba koło Huelvy w Andaluzji.

 

Hiszpania, maj 2018

Tekst: Ewa Siwiecka

Zdjęcia: Ewa i Krzysiek  Siwieccy