Petra obejrzana, przedreptana, sfotagrafowana, ale jeszcze nie wyjeżdżajcie! W okolicy są miejsca, warte odwiedzenia. Mała Petra kusi spokojem i chwilą relaksu. W Wadi Musa jest źródło, które jak głosi legenda, powstało, gdy Mojżesz uderzył laską w skałę. Beduini, jak kolorowe motyle na tle piaskowych skał, przyciągają wzrok turystów. Zostańcie jeszcze chwilę i z pobliskich wzgórz spójrzcie po raz ostatni na przedziwne kształty jordańskich gór.

Mała Petra – jak dojechać?

Będąc przy Petra Visitor Center, należy pojechać szosą na północ. Główna droga prowadzi przez Uum Sayhoun, miejscowość zamieszkałą przez przesiedlonych z Petry Beduinów. Po 8 km należy skręcić w lewo, w nieutwardzoną drogę. Na skrzyżowaniu będzie drogowskaz Little Petra. Na miejsce dotrzemy w 15 minut, lecz warto zrobić sobie choć jeden postój, aby zobaczyć:

Ruiny zamku krzyżowców Al Wu’aira.

Na pierwszym zdjęciu poniżej widać kopulaste skały z wydrążonymi jaskiniami. Tuż za nimi, widoczne są ruiny zamku z XII w. Krzyżowcy zbudowali go w celu obrony Królestwa Jerozolimy przed muzułmanami. Obok zamku archeolodzy odkryli pozostałości chrześcijańskiego kościoła oraz wcześniejsze budowle Nabatajczyków i ich systemy nawadniające.

Ruiny nie są zbyt imponujące, lecz widok okolicznych formacji skalnych wywołuje okrzyk zachwytu. Dla takich widoków warto zrobić sobie małą przerwę w podróży.

Mała Petra – Siq al-Barid.

Dojeżdżamy do małego, bezpłatnego parkingu. Młodzi Beduini naprawiający swojego pick-up’a, na nasz widok odrywają się od pracy i proponują przejażdżkę po okolicy lub do Klasztoru w Petrze. Grzecznie odmawiamy i wchodzimy do wąwozu. Wejście jest bezpłatne. Przy parkingu znajdują się jedyne w na terenie Małej Petry toalety.

Arabska nazwa Małej Petry,  Siq al-Barid oznacza zimny kanion, gdyż wysokie, pionowe skały bronią dostępu promieni słonecznych do dna wąwozu. Mała Petra została zbudowana przez Nabatejczyków w I w. i stanowiła przedmieścia właściwej Petry. Pozostałości osady zostały odkryte dopiero w XXw.

Na początku kanionu widzimy budowlę bardzo podobną, do tych z Petry – Triclinium. Być może była to sala biesiadna, rodzaj ówczesnej restauracji. Obok budowli przycupnął pierwszy beduiński motyl, starowinka w kolorowych szatach. Widząc turystów zabiera się do przędzenia wielbłądziej wełny. Chętnie pozuje do zdjęcia, a mi serce się kraje, że w tym wieku musi jeszcze pracować. Dostaje ode mnie dinara i ruszamy dalej.

Dno kanionu jest piaszczyste, ze śladami płynącej wody podczas opadów. Spacer w ciszy, pośród stromych skał jest samą przyjemnością. Jest tu też więcej zieleni, niż w Petrze. Mimo ostrego słońca, wąwóz pozostaje w cieniu, co w upalne dni może być bardzo cenne.

Spotykamy kolejnych Beduinów, którzy zajęci swoimi sprawami, ledwo na nas spoglądają. Nawet kobieta sprzedająca pamiątki, leniwie macha ręką w kierunku straganu. Może nie wyglądamy na potencjalnych kupców?

W jednej z jaskiń urządzono herbaciarnię. Stara lodówka, przykryta materacem służy jako siedzisko. W popiele grzeje się czajnik z herbatą lecz  gospodarza brak.

Największą budowlą Małej Petry jest Świątynia, której wejście ozdobione jest wysokimi kolumnami.

Pozostałe jaskinie są zdecydowanie mniej ozdobne i służyły jako pomieszczenia mieszkalne, magazyny, sklepy lub grobowce. Ciągle stanowią zagadkę i wymagają szczegółowych badań i opracowań.

Mała Petra – Malowany Dom.

Przez wiele stuleci jaskinie były wykorzystywane przez wędrownych Beduinów, którzy w grotach palili ogniska. Obecnie można zobaczyć wiele osmolonych sufitów. W jednej z jaskiń, pod warstwą sadzy odkryto starożytne malowidła. Od 2010 roku turyści mogą oglądać autentyczne, mające blisko 2 tysiące lat rysunki. Przedstawiają one misterne elementy roślinne. Takich zdobień nie zobaczymy w Patrze i choćby dla nich warto przyjść w to miejsce. Aby dostać się do Malowanego Domu, należy wspiąć się po stromych schodach. Obecnie malowidła na suficie jaskini zabezpieczone są kratami.

Obok Malowanego Domu, na bardzo oryginalnym instrumencie przygrywał wiekowy staruszek.

Wejście na szczyt.

Wąwóz na swoim końcu robi się bardzo wąski. Kamienne schodki wiodą do góry. Ostatni odcinek jest tak ciasny, że z trudem przechodzimy. Zawsze w takich momentach rodzi się pytanie: co dalej? co zobaczymy?

Wąwóz kończy się gwałtownie, przechodząc w otwartą przestrzeń z widokiem na pobliskie skały. Na końcu znajduje się naturalny taras, który został zaanektowany przez przystojnego Beduina. Wybrał on sobie jeden z najpiękniejszych zakątków ziemi na miejsce swojej pracy. Zadowolony z życia, wygrzewał się na słonku, popijając herbatę. Ponieważ pierwsza dotarłam na szczyt, dołączyłam do mężczyzny i razem siedzieliśmy, delektując się chwilą.

Kiedy ściągnęła reszta ekipy, dostaliśmy aromatyczną kawę. To była najmilsza przerwa na kawę w czasie naszej podróży po Jordanii.

Beduini.

Gdy do Petry zaczęli masowo przyjeżdżać turyści, władze postanowiły wysiedlić mieszkających w jaskiniach Beduinów. Zbudowano dla nich miasteczko Um Saihum, które mijaliśmy po drodze z Wadi Musa. Jednak nie wszystkim odpowiada życie w domach. Niektórzy wybrali wolność – nocują w prowizorycznych szałasach, a zamiast wielbłądów dosiadają toyoty. Zdjęcie poniżej przedstawia beduińskich „wolnych ptaków”.

Źródło Mojżesza – Ain Musa.

Wadi Musa to nic innego jak Dolina Mojżesza. Ze słynnym prorokiem, który wyprowadził Izraelczyków z Egiptu wiąże się legenda. Podczas swojej wieloletniej wędrówki, Mojżesz uderzył laską w ziemię i w tym miejscu wytrysnęło źródełko. Spragnieni wędrowcy mogli napić się zimnej, krystalicznie czystej wody.

Dziś w miejscu źródła stoi dom z charakterystycznymi kopułami na dachu. Wnętrze budowli skrywa basen z czystą wodą. Jordańczycy, wciąż przychodzą po wodę, wierząc, że zapewni im zdrowie i długie życie.

Wadi Musa.

Obecnie miasto Wadi Musa żyje dla turystów, udających się do Petry i dzięki turystom może się rozrastać. Oferuje liczne hotele i restauracje, jednak architektura domów nie jest zbyt wyszukana: betonowe klocki, rozrzucone chaotycznie po okolicznych wzgórzach. Wszystko w różnych odcieniach piasku.

Obraz miasta uratowały dzieci, wracające ze szkoły. Roześmiane dziewczynki na zawsze pozostaną moją „pocztówką” z Wadi Musa. Pożegnaliśmy się z okolicą i ruszyliśmy nad Morze Czerwone.

Więcej informacji na temat Jordanii możesz uzyskać w innych, moich wpisach:

Jordania – informacje praktyczne, ceny i trasa przejazdu.

Madaba – powitanie z Jordanią.

Morze Martwe – najstarsze SPA na świecie broni się przed turystami.

Wyprawy krzyżowe, prześladowania innowierców i zamek Kerak.

Petra w Jordanii – jeden z 7 cudów świata.

Morze Czerwone w Jordanii.

Wadi Rum – bajeczna kraina Beduinów w Toyotach.

Tam, gdzie nic nie ma i nikt nie jeździ, czyli droga Al-Badiyah.

Jordania – zamki pustynne al-Azrak i al-Charana.

Dżarasz – ruiny starożytnego miasta rzymskiego.

 

Jordania, listopad 2018

Tekst: Ewa Siwiecka

Zdjęcia: Ewa, Mariusz i Krzysiek Siwieccy, Sylwia i Romek Sawiccy