Morze Martwe oddzielające Jordanię od Izraela wzbudza bardzo skrajne reakcje. Jedni zachwycają się jego unikalnym, dzikim pięknem, inni narzekają na trudno dostępne plaże po stronie Jordanii lub bardzo wysokie temperatury. Jakie naprawdę jest Morze Martwe?

Geneza.

Wariant 1:

Mieszkańcy Sodomy i Gomory słynęli ze swojej niegodziwości oraz rozwiązłego trybu życia. Nie przejmując się prawem ludzkim i boskim, lubowali się w homoseksualnych orgiach, na których zwierzęta były mile widziane (w wiadomych celach).  Rozgniewało to Boga, który postanowił zniszczyć miasta. Jedynym sprawiedliwym był Lot, któremu Bóg pozwolił odejść wraz z żoną i córkami. Zabronił jednak oglądać się za siebie. Rankiem na Sodomę i Gomorę spadł deszcz siarki i ognia, który pogrzebał jej mieszkańców i zniszczył całą okolicę. Niestety, ciekawska żona Lota podczas ucieczki odwróciła się i za karę zamieniła w słup soli.

Tak powstało Morze Martwe.

Wariant 2:

Morze Martwe leży na styku dwóch płyt kontynentalnych: arabskiej i afrykańskiej. Płyty te odsuwają się od siebie tworząc tektoniczny Rów Jordanu. Jest to najniżej położone miejsce na świecie. Depresja wynosi 430,5 m p.p.m. (stan na 2017 r.) i ciągle się powiększa na skutek obniżania się poziomu wody – około 1-1,5 m w ciągu roku. Najniższy punkt na dnie leży  817 m p.p.m. Skorupa ziemska jest w tym miejscu bardzo cienka, a przez szczeliny wydostaje się do wody asfalt.

Morze Martwe jest oczywiście jeziorem. Zasilane jest głównie przez rzekę Jordan, która na skutek pobierania wody dla celów konsumpcyjnych miast oraz przez rolnictwo, odprowadza do jeziora tylko niewielkie ilości wody. Bardzo silne parowanie i brak odpływu powodują, że wody w Morzu Martwym jest coraz mniej, a jego zasolenie cały czas wzrasta. Planuje się sztuczne zasilanie jeziora wodami z Morza Czerwonego.

Lecznicze właściwości Morza Martwego.

Dobroczynne działanie Morza Martwego odkryto już w starożytności. Kleopatra, król Herod, czy królowa Saby zażywali tu kąpieli i okładali się leczniczym błotem. 

W wodach Morza Martwego odkryto aż 26 minerałów (m.in. magnez, żelazo, jod, siarka, sód, wapń, chlor, brom, fosfor, potas). Szczególnie duża koncentracja minerałów jest w występującym w jeziorze czarnym błocie. Będąc nad Morzem Martwym obowiązkowo należy się takim błotem wymazać. Minerały zawarte w jeziorze wykorzystywane są do produkcji kosmetyków: maseczek, pilingów, kremów, szamponów i wielu innych. Bogate w minerały czarne błoto oraz gorące źródła siarkowe spotykane wzdłuż wybrzeża wykorzystuje się do leczenia chorób skóry i stawów. Wyjątkowo skuteczne okazuje się leczenie łuszczyc i egzem.

Nad Morzem Martwym panuje wyjątkowy mikroklimat. Jest tu bardzo wysokie ciśnienie atmosferyczne, dochodzące do 800 mm Hg. Gruba warstwa ozonowa chroni ludzi przed promieniowaniem słonecznym. Brak jest pyłków powodujących alergie. Wszystko to sprawia, że jest to idealne miejsce do leczenia chorób układu oddechowego.

Pierwsze spojrzenie, pierwsze wrażenie.

Zjeżdżaliśmy krętą drogą z góry Nebo. Po przebyciu kolejnego zakrętu ukazał się dzisiejszy cel podróży Morze Martwe. Pochmurna pogoda sprawiła, że było ono zamglone, a drugi brzeg ledwo widoczny.

Nasze spojrzenia skoncentrowaliśmy na widocznej dolinie Jordanu. Niestety, wrażenie nie było dobre. Domy wznoszone z betonowych lub glinianych pustaków często pozostają niedokończone. Prowizoryczne dachy z kawałków foli nie dają poczucia bezpieczeństwa. Wszędzie widoczne są rozwiewane przez wiatr, plastikowe śmieci.

Nadmorskie kurorty.

Północna część wybrzeża Morza Martwego zajęta jest przez kompleksy hotelowe. Są to najczęściej ekskluzywne, wielogwiazdkowe obiekty. Ceny w nich są niestety mało przystępne. Według mnie wygląd tych hoteli odbiega na minus od tego, co oferują inne światowe kurorty. Zerknijcie na zdjęcia poniżej i sami oceńcie.

Wiedzieliśmy, że najlepszą opcją na kąpiel w morzu jest wejście na jedną z hotelowych plaż. Jadąc samochodem wypatrywaliśmy plaży, która skusi nas swoim urokiem. Nic z tego. Z autostrady nie widać linii brzegowej. Jest tylko pas hoteli i gdzieś w dole za budynkami błyszczy tafla wody. Wzdłuż autostrady biegnie lokalna droga, z której można zjechać do poszczególnych hoteli. Na drodze tej, co kilkaset metrów stali mundurowi (żołnierze lub policja).  Później przyzwyczailiśmy się do ich ciągłej obecności, jednak to był nasz pierwszy dzień i poczuliśmy się nieswojo.

W zupełnie przypadkowym miejscu zjechaliśmy z autostrady i podjechaliśmy do hotelu. Obsługa poinformowała nas, że możemy wykupić wstęp za 3 JD od osoby i udać się na plażę. Było po sezonie, pochmurno, temperatura około 18 stopni C, prawdopodobnie dlatego cena była tak niska. Do dyspozycji były przebieralnie i prysznice. Ale plaży schowanej gdzieś w dole, za budynkami nie było widać. Chwila konsternacji i decyzja: jedziemy dalej. Nie kupujemy kota w worku. Wiedzieliśmy, że są też plaże bezpłatne, wykorzystywane przez miejscową ludność. Nawet mieliśmy koordynaty GPS na jedną z nich.

Niebezpieczne klify.

Hotele zostały za nami. Po lewo ciągną się urwiste zbocza, po prawo stromy klif opada ku niebieskiej tafli wody. Słońce z trudem próbuje przedrzeć się przez grubą warstwę chmur. Kilkakrotnie zatrzymujemy się, aby zrobić zdjęcia nieziemskiej panoramie jeziora. Rozglądamy się za bezpiecznym zajściem do wody, ale takiego wciąż brak.

Klif jest bardzo niebezpieczny. Składa się z sypkiego materiału, w którym występują mniejsze i większe kamienie oraz duże odłamki skalne. Wyraźnie widać żleby,  utworzone przez spływającą podczas opadów wodę. Czytaliśmy, że mogą wystąpić zapadliska-leje, które powstają na skutek wypłukania soli z nadbrzeżnych skał.

Doliny i kaniony nad Morzem Martwym.

Na wschód od jeziora ciągnie się płaskowyż, poprzecinamy licznymi wąwozami,  którymi w czasie opadów płynie woda. Podczas naszej wizyty dolinki były suche, mimo że poprzedniego dnia intensywnie padało. Jednak roślinność, w szczególności palmy wskazują, że woda jest tu częstym gościem.

Okolice Wadi al Mujib.

Wadi al Mujib jest najbardziej znaną doliną. W pobliżu jeziora tworzy ona wąski kanion o pionowych skałach. Korytem rzeki biegnie szlak turystyczny. Przejście go jest niesamowitym przeżyciem, którego nie może zabraknąć podczas wizyty w Jordanii. Niestety kanion jest zamknięty od października do końca marca. Wejścia do wąwozu broni potężna krata, więc należy porzucić myśl, że uda się zobaczyć choć troszeczkę.

Z niesionych przez rzekę materiałów utworzył się całkiem spory cypel. Tu właśnie, według jednej z blogerek miała znajdować się publiczna, bezpłatna plaża. Koordynaty GPS zawiodły nas pod… zamkniętą bramę. Być może to kwestia pory roku – byliśmy w listopadzie. W pobliżu spotkaliśmy wielu żołnierzy, których pytaliśmy o drogę nad jezioro. Otrzymaliśmy odpowiedź, że nad wodę nie da się zejść, bo jest to niebezpieczne.

Kilkaset metrów za cyplem klif wydał nam się w miarę niski i łagodny. Postanowiliśmy spróbować zejść w tym miejscu. Mariusz jako najbardziej wysportowany wystartował pierwszy i szybko dotarł na miejsce. Pozostali zaczęli szukać dogodnej drogi. Największą przeszkodą okazała się glina, która po wczorajszych opadach obkleiła śliską warstwą całą powierzchnię. Po kilku upadkach, ubłoceni i podrapani daliśmy za wygraną. Mariusz zrobił serię zdjęć solnego wybrzeża i wrócił do samochodu… pobrudzony i z kilkoma otarciami naskórka.

Reszta naszej grupy musiała zadowolić się zdjęciami wykonanymi ze skarpy. Poniżej zdjęcia cypla u wylotu Wadi Mujib.

Gorące źródła Hammamat Ma’in (Ma’in Hot Springs).

Ponieważ nie udało się wykąpać w Morzu Martwym, postanawiamy pojechać do pobliskich gorących źródeł Ma’in. W tym celu musieliśmy zawrócić w stronę Ammanu i krętą drogą wspiąć się na płaskowyż. Góry, które mijaliśmy zbudowane są z mieszaniny skał i gliny, która ulega gwałtownej erozji w czasie opadów. Dla zabezpieczenia przejezdności dróg postawiono wysokie mury, odgradzające spadający materiał od jezdni.

Gdy wjechaliśmy na płaskowyż oczom naszym ukazał się przepiękny widok: surowe góry a wśród nich wijąca się nitka asfaltu. Po kilku minutach dotarliśmy do głębokiej doliny, porośniętej bujną roślinnością. Tu mieszczą się gorące źródła. Tuż za zjazdem z głównej drogi znajduje się brama a przy niej kasa. Wejście na basen publiczny kosztuje 15 JD.

W dolinie znajduje się również hotel z własnym basenem. Postanawiamy zjeść obiad w hotelowej restauracji. Strażnikom przy szlabanie powiedzieliśmy, że idziemy na obiad. Wpuścili nas bez opłaty, ale cały czas nasze samochody były eskortowane. Droga wiodła wśród bujnej zieleni, po prawo widać było zbocze z którego spływają strumienie. Wszystko spowijała lekka mgiełka.

Pięciogwiazdkowy hotel okazał się bardzo klimatyczny, a jedzenie serwowane w restauracji przepyszne. Gdy syci wyszliśmy na zewnątrz, okazało się, że zrobiło się ciemno. Tuż obok hotelu mieści się prywatny basen, do którego wpadają ze zbocza gorące wody strumieni. Basen jest dyskretnie podświetlony a nad wodospadem unosi się para wodna. Woda w strumieniach ma przyjemną temperaturę 40-60 stopni C, zawiera różnego rodzaju minerały, które wpływają leczniczo na wiele chorób. Było na tyle ciemno, że pozostała część doliny tonęła w mroku.

Jordania, Morze Martwe

Morze Martwe skutecznie broniło się przed nami. Mogliśmy podziwiać jego dzikie piękno, rozkoszować się widokami, lecz nie dane nam było zanurzyć swych ciał w jego słonych wodach.  Po prawdzie pogoda nie sprzyjała plażowaniu, bo było pochmurno i chłodno, lecz choć symboliczne zanurzenie stóp i dłoni było wskazane.

Pierwszy dzień spędzony w Jordanii pozostawił niedosyt. Planujemy wrócić w okresie, gdy będzie można uprawiać kanioning w Wadi Mujib i oczywiście wykąpać się w Morzu Martwym.

Więcej informacji na temat Jordanii możesz uzyskać w innych, moich wpisach:

Petra w Jordanii- jeden z 7 cudów świata.

Wadi Rum – bajeczna kraina Beduinów w Toyotach.

Morze Czerwone w Jordanii.

Wyprawy krzyżowe, prześladowania innowierców i zamek Kerak.

Tam, gdzie nic nie ma i nikt nie jeździ, czyli droga Al-Badiyah.

 

Jordania, listopad 2018

Tekst: Ewa Siwiecka

Zdjęcia: Ewa, Mariusz i Krzysztof Siwieccy