Jeśli lubisz morze, piasek i plażę warto ułożyć plan podróży po Jordanii tak, aby dzień lub dwa spędzić nad Morzem Czerwonym. Jeśli umiesz nurkować, to obejrzenie jordańskiej rafy koralowej staje się obowiązkiem. Chcesz zobaczyć fantastyczne rośliny i zwierzęta morskie, ale boisz się nurkować? Nic nie szkodzi. Możesz to zrobić z maską na twarzy lub przez szklane dno łodzi. Którą opcję wybierzesz, zależy od Ciebie, ale na pewno będzie warto.

W naszej podróży nie mogło zabraknąć Morza Czerwonego. Choć Jordania ma bardzo krótką, bo tylko 27 km linię brzegową, to pobyt nad morzem traktowaliśmy jako żelazny punkt programu. Stojąc na brzegu Zatoki Akaba możemy widzieć trzy inne kraje leżące nad tą zatoką: po lewo Arabię Saudyjską, po prawo Izrael, na wprost Egipt.

Wybrzeże jordańskie jest dobrze zagospodarowane i gotowe na przyjęcie rzeszy turystów. Znajdują się tu zarówno pięciogwiazdkowe hotele z licznymi basenami i strefą SPA, jak i niewielkie, niedrogie hoteliki. Baza noclegowa jest najbardziej rozwinięta w Akabie. Jadąc dalej na południe natkniemy się na duży port, a jeszcze dalej odnajdziemy kameralne plaże, gdzie nie będzie tłoku turystów. My wybraliśmy South Beach, położoną 15 km od Akaby.

Gdy dotarliśmy na miejsce, zbliżała się godzina zachodu słońca. Było 28 stopni C (koniec listopada) a na plaży pełno opalających się i kąpiących. Turystki z Europy bez krępacji ubrane były jedynie w skromne bikini. Jednak to słońce, które złociście zachodziło nad morzem skupiło naszą uwagę. Gdy skryło się za horyzontem barwy zrobiły się różowo-fioletowe.

Kolejny poranek przywitał nas pochmurna pogodą i niskimi temperaturami. W południe było zaledwie 16 stopni C. Nasz grupa podzieliła się na dwie części: jedni wyruszyli na podwodną przygodę, inni wybrali spacer po prawie pustej plaży.

Zarówno w Akabie, jak i w innych miejscach nad morzem zlokalizowana są centra nurkowe, gdzie można wykupić nurkowanie z instruktorem.  W pobliskich wodach wyznaczone są 23 miejsca do nurkowania. Na uwagę zasługuje wrak czołgu oraz wrak Cedr Pride, który został zatopiony dla nurków 16 listopada 1985. Jest miejsce w pobliżu portu, gdzie można spotkać rożne gatunki rekinów, zwabione zapachem zwierząt przewożonych statkami. Nurkowania odbywają się zarówno z brzegu, jak i z łodzi. Miejsca dostępne z brzegu są nie są mniej ciekawe niż te, do których trzeba dopłynąć. Szczególną uroda odznaczają się kominy rafowe, zamieszkałe przez różne gatunki ryb.

Nasze centrum nurkowe znajdowało się bezpośrednio w hotelu, w którym nocowaliśmy. Po krótkich negocjacjach wybrano obszar nurkowań i ustalono cenę 50 UDS za 1 nurkowanie z brzegu. Panowie dostali sprzęt i obciążeni butlami poczłapali w kierunku plaży. Po 40 minutach wynurzyli się z uśmiechem na twarzach. Rafa okazała się przepiękna, rybki wdzięcznie lawirowały pomiędzy koralami. Szkoda, że nie mieli aparatu do zdjęć podwodnych.

Pozostałe osoby z naszej załogi ze mną na czele wyruszyły na eksplorację pobliskiej plaży. Słońce bezskutecznie próbowało się przebić przez grubą warstwę chmur. Mimo to, a może właśnie dlatego widoki były obłędne. Granat morza zlewał się z różnymi odcieniami niebieskiego nieba. Jedynie żółta łódź wycieczkowa ze szklanym dnem kontrastowała z otoczeniem.

Pogoda wygoniła turystów z plaży. Natomiast Jordańczycy zdawali się być bardzo zadowoleni z takiego stanu rzeczy. Masowo piknikowali nad morzem. Kobiety obowiązkowo zakrywały włosy, lecz ich ubiory różniły się między sobą. Jedne nosiły tradycyjne, czarne stroje, inne europejskie spodnie i sweterki. Podobna różnorodność dotyczyła mężczyzn. Większość miała na sobie europejskie ubranie. Jednak uwagę Europejek przyciągali Beduini, którzy jak ich towarzysze z Petry, nosili barwne okrycia głowy i lekkie kożuszki, kontrastujące z bosymi stopami.

Będąc w krajach muzułmańskich na pewno będziecie światkiem salat – rytualnej modlitwy. Muzułmanie odmawiają ją 5 razy w ciągu doby: przed wschodem słońca (Fadżr), w południe (Zuhr), po południu (Asr), po zachodzie słońca (Maghrib) i w pierwszej połowie nocy (Isza).  Rozkładają dywaniki i zwracając się w kierunku Mekki wykonują pokłony w pozycji stojącej i klęczącej oraz recytują wersety Koranu.

Wieczorem wybraliśmy się do Akaby na kolację. Miasto bardzo pozytywnie nas zaskoczyło. Było wyjątkowo czyste i zadbane. Bez problemu można w nim znaleźć restaurację, która zaspokoi Wasze kubki smakowe. Jest nawet McDonald’s i KFC  dla europejskich dzieci grymaszących na jordańskie jedzenie. My oczywiście wybraliśmy lokalną restaurację serwującą owoce morza. Sugerując się opiniami na google wybór padł na Al Shami Restaurant. I to był strzał w 10-kę. Jedzenie świeże i doskonale przyrządzone a ceny przystępne. Był to jedyny lokal w Jordanii, gdzie zamawiając danie główne, bezpłatnie otrzymaliśmy przystawkę i deser.

Akaba przez tysiące lat była ważnym portem. Jest wspomniana w 1 Księdze Królewskiej 9,26: „Król Salomon zbudował flotę w Esjon-Geber koło Elat nad brzegiem Morza Czerwonego w kraju Edomu”. Królowa Saba także odwiedziła to miejsce w drodze na dwór króla Salomona ok. X w. p.n.e. Miasto w swojej burzliwej historii należało do Egipcjan, Nabatejczyków, Rzymian, Krzyżowców i Turków.

W Akabie znajduje się Centrum Nauk Morskich, Muzeum Archeologiczne i Fort Mameluków z XVI w. Najbardziej zaskakujące są ruiny kościoła z 294 roku. „Księga rekordów Guinnessa” uznała je za „najstarszy znany budynek kościelny na świecie”.

Nad Morzem Czerwonym spędziliśmy dwie noce w Darna Diving Hotel. Plusy hotelu: lokalizacja tuż przy plaży; bardzo ładna, szeroka plaża, na której nie było tłoku; przestronne pokoje z ładnymi łazienkami; basen na terenie hotelu; na miejscu szkoła nurkowania; relatywnie niska cena. Minusy: personel był mało zaangażowany w obsługę gości – mieszczący się w pobliżu basenu beduiński namiot zajmowany był przez pracowników hotelu, którzy nigdy nie zaproponowali herbaty, którą przygotowywali w tradycyjny sposób i sami wypijali; obok budynków mieściła się zagroda dla kóz, co skutkowało specyficznym, niemiłym zapachem w całym kompleksie; nie można było zapłacić kartą, mimo iż na bookingu była taka informacja.

Trzeciego dnia rano, gdy przygotowywaliśmy się do wyjazdu, żegnała nas piękna pogoda i intensywnie niebieskie niebo, bez żadnej chmurki. Tak więc, nie tylko w Polsce pogoda jest zmienna i nieprzewidywalna.

Morze Czerwone było kolejnym miejscem w Jordanii, które bardzo przypadło nam do gustu. Piękne widoki, ładne plaże i ciekawy świat podwodny sprawiają, że na pewno warto tu przyjechać. South Beach jest plażą bezpłatną, piaszczystą, można tu wypożyczyć leżaki. Warto też zabrać buty do pływania, gdyż dno morskie jest kamieniste.

Jordania, listopad 2018

Tekst: Ewa Siwiecka

Zdjęcia: Ewa i Mariusz Siwieccy.