Wadi Rum – jedna z najpiękniejszych pustyń na świecie, urzeka bajkowymi krajobrazami. Z piaszczystych połaci wystają pagóry, które tworzą niesamowite formacje skalne podobne do mostów, grzybów czy filarów. Na pustyni dominuje odcień czerwieni poprzecinany żółciami, szarościami a nawet fioletem.  Od wieków podróżni pozostawali pod urokiem Wadi Rum. Obecnie jest to druga (po Petrze) atrakcje turystyczna Jordanii.

Wadi Rum to dobrze zorganizowany biznes turystyczny, zarządzany przez miejscowych Beduinów – ludzi o wysokiej kulturze osobistej, przyjaznych, świetnie znających język angielski, nierzadko posiadających wyższe wykształcenie. To oni oferują turystom noclegi w beduińskich namiotach, ulokowanych w urokliwych zakątkach pustyni, przygotowują tradycyjne posiłki i organizują przejażdżki swoimi Toyotami, które od dawna zastępują wielbłądy. Te ostatnie smętnie stoją w pobliżu obozów, czkając, aż jakiś przyjezdny zapragnie spojrzeć na pustynię z ich grzbietów.

Wadi Rum przeczy opiniom, że Arabowie są niezorganizowani i wiecznie się spóźniają. Tu wszystko przebiega sprawnie i szybko. Turyści trafiają do wybranych przez siebie obozów, posiłki są o czasie a kierowcy samochodów sprawnie pokazują najważniejsze miejsca na pustyni. To królestwo mężczyzn, kobiety i dzieci mieszkają w pobliskich miasteczkach i tęsknie wyczekują na powrót żywicieli rodzin.

Na terenie Wadi Rum znajduje się jedna wioska z murowanymi domami. Aby do niej dojechać należy kierować się jedyną asfaltową drogą na tym terenie. Należy zatrzymać się w  Visitor Center, gdzie kupuje się bilety wstępu. Osoby posiadające Jordan Pass proszone są o ostemplowanie dokumentu.

Jeśli nie macie zarezerwowanego noclegu lub wycieczki, nie martwcie się. Już w Visitor Center możecie spotkać Beduinów, którzy Wam to zaoferują. Jeśli ich tam nie ma, to spokojnie jedźcie dalej do wioski, gdzie oferentów będzie całe mnóstwo.

Zapraszam do obejrzenia filmu z pustyni Wadi Rum:

Tuż za Visitor Center znajduje się bardzo charakterystyczna skała zwana Siedem Filarów Mądrości. Taki sam tytuł nosi autobiograficzna powieść Tomasa Edwarda Lawrence. Lawrance to postać, która na stałe wpisała się w historię tych ziem, a obecnie wykorzystywana jest do tworzenia image Wadi Rum.

Tomas Edward Lawrence był Brytyjczykiem, podróżnikiem i archeologiem. Służył jako oficer armii brytyjskiej na Bliskim Wschodzie, istotnie przyczyniając się do zwycięstwa arabskiej rewolty skierowanej przeciwko Imperium Osmańskiemu. Jego barwne życie było inspiracją do powstania licznych powieści, filmów i przedstawień teatralnych. Najbardziej znane dzieło to film  „Lawrence z Arabii”  z 1962 r.  Obraz odniósł sukces kasowy i zdobył siedem Oscarów.

Jadąc do Wadi Rum mieliśmy zarezerwowany nocleg oraz byliśmy umówieni z właścicielem na odbiór z parkingu w wiosce. Ja jednak byłam pełna obaw. Jak się dostaniemy do obozu gdzieś na pustyni? Co będzie, jeśli pracownik obozu się nie pojawi? A jeśli będziemy czekali na innym parkingu?

Jeśli macie takie same obawy – nic się nie martwcie. Na samym początku wioski znajduje się duży (jedyny) parking, gdzie turyści zostawiają swoje samochody. Przy wjeździe stoi kilku Beduinów i od razu pyta: Czy mamy nocleg? W jakim obozie? Nie zrobiło to na mnie najlepszego wrażenia. Jednak okazało się, że pytania te nie mają na celu przekonania nas, że ich oferta jest lepsza, lecz odszukanie właściwych osób. Momentalnie pojawił się pracownik „naszego” kampu, za chwilę właściciel a na koniec podjechała Toyota, którą mieliśmy jeździć po pustyni. Walizki zostały odesłane do namiotów, a my rozpoczęliśmy pustynną przygodę. Wszystko sprawnie i bezboleśnie.

Wioska jest niewielka. Tworzy ją kilkadziesiąt malutkich domów, zbudowanych głównie z betonowych pustaków. Za ogrodzeniami widzimy owce, kozy i wielbłądy. Przed zrobieniem rezerwacji warto upewnić się, że nocleg nie będzie w samej wiosce, gdyż sceneria i bliskie towarzystwo zwierząt nie wpływają korzystnie na nocne doznania. Niestety, informacje podane na booking.com dotyczące lokalizacji często mijają się z prawdą. W wiosce znajdują się sklepy spożywcze, więc jest to ostatnia sposobność uzupełnienia zapasów.

Na pustyni wyznaczonych jest kilkanaście charakterystycznych punktów, do których kolejno podjeżdżają samochody terenowe wypełnione turystami. Liczba atrakcji zależy od długości wycieczki. Ceny oferowane przez lokalnych przewodników są zbliżone i podawane za wynajęcie samochodu, a nie od osoby. Ponieważ było nas 6 osób, za 6-cio godzinną wycieczkę zapłaciliśmy 15 JD od osoby.

Pierwszym miejscem, do którego docieramy po opuszczeniu wioski jest Źródło Lawrence’a. Stojąc u podnóża góry, ze zbocza której wypływa źródło próżno szukaliśmy jakiejkolwiek wody. Woda jednak jest, lecz płynie pod powierzchnią. Świadczą o tym dwa drzewa rosnące w okolicy oraz kępy krzaków.

Ciekawe są nabatejskie inskrypcje, znajdujące się na jednej ze skał. Nabatejczycy to lud, który stworzył Petrę, o której wkrótce napiszę.

Kolejny przystanek jest przy wysokiej, czerwonej wydmie. Wydma ta jest trochę oszukana, gdyż usypana w cieniu wielkiej skały. Ze szczytu roztacza się przepiękny widok na okolicę. Można spróbować zjechać z góry na snowboardzie. Jednak nie wychodzi to najlepiej – brak jest poślizgu. Przewodnik tłumaczy, że dobrze zjeżdża się tylko przy wysokich temperaturach, teraz jest za chłodno (około 20 stopni).

Monumentalna góra z wąską szczeliną w środku zwaną Kanionem Khazali to trzeci punkt naszej wycieczki. Rosnące przy wejściu drzewa sygnalizują bliskość wody. I rzeczywiście po kilkunastu metrach w kanionie pojawia się woda, która uniemożliwia dalszą wędrówkę. Jednak to nie woda jest tu najważniejsza. Oprócz walorów przyrodniczych kanion oferuje turystom bardzo dobrze zachowane rysunki, wyryte w skale. Przedstawiają one ludzi oraz różne gatunki zwierząt.

Samochód zatrzymuje się przy jednej ze skał. Kierowca zachęca nas do wspinania się. Czerwona skała zlewa się z czerwonym piaskiem. Przejście po Małym Moście to nie lada frajda a widoki jak zwykle są wspaniałe.

Podjeżdżamy do ruin domu. Podobno, choć pewności nie ma, mieszkał w nim sławny Lawrence. Z domu zostały zaledwie dwie ściany, ale jak w całym Wadi Rum sceneria jest przepiękna.

Formy skalne na pustyni przybierają różnorodne formy. Wszystkie zachwycają a każda jest niepowtarzalna. Grzyb skalny należy do tych najbardziej spektakularnych. Olbrzymi kapelusz spoczywa na wąskiej nóżce. Erozja wciąż postępuje. Kiedy nóżka zrobi się tak wąska, że nie utrzyma kapelusza? Za 100 lat? Za 1000 lat? Jak myślicie?

Pustynia Wadi Rum ze względu na swój unikalny kolor była miejscem kręcenia wielu filmów o Marsie. Najbardziej znane to: Marsjanin, Czerwona Planeta, Ostatnie dni na Marsie. Tutaj powstawały obrazy do Gwiezdnych Wojen i oczywiście większość scen do Lawrance z Arabii.

Kanion Abu Khashab był dla mnie najciekawszym przeżyciem podczas całej wycieczki po pustyni. Kierowca zostawił nas u wejścia do wąwozu, zapewnił, że droga jest tylko jedna i że będzie czekać na nas po drugiej stronie. Jak zwykle u wejścia do wąwozu pojawia się roślinność: niewielkie drzewa i krzewy. Małe kępki zieleni były ciekawym urozmaiceniem wszechobecnych skał i piasku. Wąwóz zwężał się coraz bardziej, aż płaskie, piaszczyste dno kanionu zmieniło się w skalne gruzowisko. Mozolnie wspinaliśmy się, pokonując kolejne metry. Na szczycie czekała nas nagroda. Pomiędzy skałami pojawił się wspaniały widok. Na pierwszym planie czerwony piasek wydmy, później szaro-beżowe skały. Teraz można było schodzić do czekającego na nas samochodu. Przejście wąwozu spacerkiem zajęło nam około 40 minut.

Bardzo charakterystycznym miejscem jest Most Skalny Um Fruth. Beżowe skały kontrastują z lazurowym niebem, tworząc idealny widok na okładki folderów i magazynów. Wspinaczka na most nie jest prosta, ale zdjęcie na skale pozostaje pamiątką na całe życie.

W czasie naszego pobytu w tym miejscu, miała miejsce profesjonalna sesja zdjęciowa. Poniżej na zdjęciach fotograf i jego model na moście z rowerem.

Jordania, Wadi Rum

Dzień chylił się ku końcowi a my odczuwaliśmy już trudy wspinaczki na najróżniejsze, pustynne skały. Dlatego z ulgą przyjęliśmy wiadomość, że jedziemy oglądać najpiękniejszy zachód słońca. Weszliśmy na ostatnią w tym dniu górkę, przygotowaliśmy aparaty i czekaliśmy. Gęste chmury sprawiły, że nie był to mój najwspanialszy zachód słońca jaki widziałam w życiu, jednak otoczenie piasku i skał sprawiło, że czuliśmy się wyjątkowo.

Gdy wracaliśmy samochodem do obozu, okazało się, że natura dała nam bonus w postaci przepięknego nieba i chmur zabarwionych odcieniami różu i fioletu.

Wiedzieliśmy, że standard beduińskich obozowisk jest bardzo różny: zaczynając od najtańszych, gdzie śpi się na materacach pod kocami po luksusowe z klimatyzacją/ogrzewaniem i osobistą łazienką.Byliśmy bardzo ciekawi co zastaniemy w „naszym”,  pustynnym obozie. Gdy dojechaliśmy robiło się już ciemno, jednak olbrzymia skała wyraźnie rysowała się na granatowym niebie. U jej podnóża rozstawione były dwa duże namioty: jadalnia i namiot obsługi oraz kilka mniejszych, dla turystów oraz toaleta z prysznicem i ciepłą wodą. Wszystko czyste i zadbane, bardzo pozytywnie nas zaskoczyło. W namiotach czekały na nas łóżka z pościelą i bajecznie kolorowymi kocami.

Przy namiotach dumnie parkowały pickup-y. Nieco na uboczu swoje miejsce miały wielbłądy.

Do kolacji pozostała nam godzina, którą przeznaczyliśmy na toaletę i odpoczynek. W tym czasie, przy ognisku rozsiedli się Beduini i przygrywali na lokalnych instrumentach.  Dołączyli do nich turyści, którzy popijając tradycyjną herbatę, relaksowali się i podziwiali rozgwieżdżone niebo.

O umówionej godzinie wyszedł do nas właściciel obozu i poprowadził nas… za namiot. Okazało się, że w wykopanym w ziemi dole znajduje się nasza kolacja. Zarb to tradycyjny beduiński sposób na pieczenie mięsa i warzyw. W dole rozpala się ognisko. Gdy przygasa, wkłada się stojak z żywnością i szczelnie przykrywa, zasypując wszystko piaskiem.

Po odkopaniu, stojak z kawałkami kurczaka oraz ziemniakami i marchewką został przeniesiony do jadalni, gdzie czekały różnego rodzaju sałatki, warzywa, humus i sos jogurtowy. Najedzeni powróciliśmy do namiotów,gdzie przykryci warstwą koców momentalnie usnęliśmy.

Rano, po śniadaniu zostaliśmy odwiezieni na parking, gdzie przesiedliśmy się w swoje samochody i pomknęliśmy odkrywać nowe rejony Jordanii.

Koszt pobytu W Wadi Rum (dla 1 osoby):

Nocleg ze śniadaniem 11 JD

Kolacja 10 JD

6-cio godzinna wycieczka po pustyni samochodem terenowych 15 JD

Wrażenia bezcenne.

Razem 36 JD czyli około 195 zł.

A to link do naszego obozu: Wadi Rum Quiet Village.  Rezewacji można dokonywać także przez www.booking.com

Więcej informacji na temat Jordanii możesz uzyskać w innych, moich wpisach:

Petra w Jordanii- jeden z 7 cudów świata.

Morze Czerwone w Jordanii.

Morze Martwe – najstarsze SPA na świecie broni się przed turystami.

Wyprawy krzyżowe, prześladowania innowierców i zamek Kerak.

Tam, gdzie nic nie ma i nikt nie jeździ, czyli droga Al-Badiyah.

Jordania, listopad 2018.

Tekst: Ewa Siwiecka

Zdjęcia: Ewa i Mariusz Siwieccy