Na wschód od Ammanu króluje jałowa pustynia, ciągnąca się przez 100 km do największej jordańskiej oazy Azraq. Na tym bezludnym terenie możemy zobaczyć pozostałości muzułmańskich budowli, zwanych zamkami pustynnymi. Nie są to jednak typowe zamki, ani też pałace (kasar po arabsku to pałac). Zbudowane z przepychem, często bogato zdobione, czerpiące inspiracje ze sztuki bizantyjskiej i perskiej skrywają tajemnice swego przeznaczenie.

Zamki pustynne zwiedza się najczęściej podczas jednodniowej wycieczki z Ammanu, robiąc pętelkę Amman – Azraq – Amman. My tyle czasu nie mieliśmy, więc postanowiliśmy przejechać tylko jej południową część. Wyjechaliśmy z Wadi Rum dość późno, podróżując autostradą Al-Badiyah pokonywaliśmy kolejne kilometry. Po kilu godzinach pustynny krajobraz uległ zmianie, na horyzoncie pojawiły się drzewa – dotarliśmy do oazy Azraq.

Oaza Azraq.

Przez tysiące lat oaza słynęła z ogromnej ilości wody.  Nazwa Azraq oznacza po arabsku niebieski, co najlepiej oddawało charakter okolicy. Było to miejsce, do którego ściągali nomadzi z całej okolicy. Na początku XX wieku, aby uniknąć prześladowań w swoich ojczystych krajach  przyjeżdżali tu migranci czeczeńscy z rosyjskiego Kaukazu, jak i lud Druzów z dzisiejszej Syrii i Libanu. Liczne jeziorka, bagna i mokradła dawały także schronienie licznym gatunkom zwierząt i ptaków.

W latach 70-tych XX w. rozpoczęto  na dużą skalę pobieranie wód podziemnych i przesyłanie ich do Ammanu. Spowodowało to zniknięcie większości z 25 kilometrów kwadratowych wód powierzchniowych oazy. Pod koniec XX w. podjęto próbę przywrócenia mokradeł, lecz efekt tych starań jest niewielki.

Obecnie w Al-Azraq istnieje rezerwat, który można zwiedzać. Przez ogrodzenie przyglądaliśmy się piknikującym Jordańczykom.  Niespotykana na pustyni zieleń oraz mętna woda w kanałkach nie wydały nam się na tyle atrakcyjne, aby wejść na teren rezerwatu (wstęp płatny 2,5 JD). Poza tym czas naglił.

Zamki pustynne – Qasr al-Azraq (Kasar al-Azrak)

W II w. wykorzystując strategiczne położenie oazy, Rzymianie zbudowali tu fort z miejscowego, czarnego bazaltu. Później był on siedzibą krzyżowców. Twierdza w obecnej formie, przebudowana przez emira z Ajjubidów, pochodzi z XIII w.  W wiekach późniejszych zamek należał także do Mameluków i Osmanów. W fortecy przebywał również Lawrance, o którym pisałam przy okazji Wadi Rum.

Zamek ma kształt kwadratu a w każdym narożniku znajduje się wieża. Wnętrze zamku zajmuje dziedziniec, na którym stoją pozostałości niewielkiego meczetu.

Zdumiewające są kamienne drzwi w głównej bramie. Zrobione są z kamienia z kamiennymi zawiasami, ważą blisko 3 tony. Mimo to, z łatwością daje się je otwierać i zamykać. Podobne drzwi, choć nieco mniejsze można zobaczyć w innej części zamku.

Inną ciekawostką jest budowa sufitów, do których użyto długich, płaskich kamieni. Takie rozwiązanie wynika prawdopodobnie z braku w okolicy trwałego, odpornego na upływ czasu drzewa.

Nad główną bramą mieści się komnata, w której przebywał Lawrance. Narzekał on na zimno i niewygody kwaterunku.

Wielką zaletą zamku jest jego peryferyjne położenie. Turystów jest niewielu, więc spokojnie można chłonąć klimat tego starożytnego miejsca. Na obejrzenie fortecy wystarczy 1 godzina.

Łączony bilet wstępu do wszystkich zamków pustynnych kosztuje 3 JD.

Posiadacze Jordan Pass wchodzą bezpłatnie.

Godziny otwarcia: 10.00-16.00.

Zamki pustynne – Qasr al-Kharaneh (Kasr al-Charana).

Niestety, zrobiło się późno i z dwóch zaplanowanych do zwiedzania zamków musieliśmy wybrać jeden. Wybór padł na Kasar al-Charana.

Jest to imponująca budowla, stojąca na płaskim terenie, tuż przy drodze, prowadzącej do Ammanu. Kiedyś otynkowana, dziś ukazuje ciekawy sposób budowy jej murów. Na pierwszy rzut oka wygląda na twierdzę obronną z powodu braku okien i wąskich otworów, które wyglądają na strzelnicze. Jednak naukowcy odrzucili tę tezę, jako nieprawdziwą.

Czym jest więc al-Charana? Wewnątrz znajduje się dziedziniec, z którego prowadzą wejścia do stajni oraz do magazynów. Na piętro wiodą dwie klatki schodowe – tam mieściły się komnaty dla ludzi. Wiele z pokoi posiadało bogate zdobienia. Ponad wejściem do jednej z sal jest napis „rok 710” – jest to najprawdopodobniej rok budowy zamku. Łącznie w budowli można doliczyć się, aż 60 różnego rodzaju pomieszczeń. Na środku dziedzińca znajdował się zbiornik na wodę deszczową.

Pilnujący zamku Jordańczyk twierdził, że jest to najstarszy w okolicy hotel, w którym zatrzymywały się karawany. Jednak brak dostępu do wody pitnej, brak studni przeczy tej hipotezie. Wody deszczowej nie starczyłoby dla dużej ilości ludzi i zwierząt. Naukowcy skłaniają się ku teorii, że budowla było wykorzystywana tylko okresowo np. na spotkania przedstawicieli umajjadzkich władz z plemionami beduińskimi.

Łączony bilet wstępu do wszystkich zamków pustynnych kosztuje 3 JD.

Posiadacze Jordan Pass wchodzą bezpłatnie.

Godziny otwarcia: 8.00-17.00.

Gdy wyszliśmy z zamku, zostaliśmy zaproszenie na beduińską herbatę. Wspomniany Jordańczyk opowiadał nam o historii budowli a także o stylu życia muzułmanów oraz problemach, jakie wynikają z kontaktu z turystami, a głownie turystkami. Patrzenie na włosy i odkryte części ciała kobiety są złe. Aby przeprosić Allacha za oglądanie niezakrytych europejek, muzułmanie używają sznura modlitewnego, który przypomina chrześcijański różaniec. Praca w piątki jest zakazana, lecz w turystyce jest to zwykły dzień pracy. Nie widzą natomiast problemu w tym, że w Jordanii mieszkają chrześcijanie. Mówił nam, że wśród swoich znajomych ma także wyznawców Chrystusa. Potwierdza to tezę, że Jordania jest krajem tolerancyjnym, jak na arabskie standardy.

Po ciekawej rozmowie otrzymaliśmy od właściciela sklepiku prezenty: dwie róże pustyni, pocztówki a herbata była oczywiście bezpłatna. Kolejny raz okazało się, że Jordańczycy nie są takimi naciągaczami, za jakich uważają ich turyści. Jeśli okaże się im zainteresowanie i poświęci czas na rozmowę, wówczas okazują się miłymi, bezinteresownymi ludźmi.

Na koniec zrobiliśmy zdjęcie zachodzącego słońca i ruszyliśmy do Ammanu.

Więcej informacji na temat Jordanii możesz uzyskać w innych, moich wpisach:

Wadi Rum – bajeczna kraina Beduinów w Toyotach.

Petra w Jordanii – jeden z 7 cudów świata.

Morze Czerwone w Jordanii.

Morze Martwe – najstarsze SPA na świecie broni się przed turystami.

Wyprawy krzyżowe, prześladowania innowierców i zamek Kerak.

Tam, gdzie nic nie ma i nikt nie jeździ, czyli droga Al-Badiyah.

Dżarasz – ruiny starożytnego miasta rzymskiego.

 

Jordania, listopad 2018

Tekst: Ewa Siwiecka

Zdjęcia: Ewa i Mariusz Siwieccy