Nazca – Paracas – 220 km. Peru – dzień 12.

Zamknęliśmy pętlę. Z powrotem jesteśmy w Nazca. Rano wsiadamy do samochodów i znaną nam drogą panamerykańską jedziemy na północ. Jałowy krajobraz poprzecinany jest sztucznie nawadnianymi dolinami. Przed Pisco skręcamy w stronę oceanu do miejscowości Paracas. To baza wypadowa dla wielu turystów chcących popłynąć na Wyspy Ballestas. 

Zimny prąd morski płynący wzdłuż wybrzeży Peru przynosi życie w oceanie i śmierć na lądzie. Woda bogata w plankton stwarza idealne warunki żerowania ryb, które z kolei przyciągają ptaki morskie, foki i inne zwierzęta. Odwrotnie dzieje się na ziemi, która pozbawiona opadów jest jałowa i pustynna.

W okolicach Półwyspu Paracas oraz na pobliskich wyspach można obserwować miliony ptaków w tym pingwiny oraz rzadkie ssaki takie jak lwy morskie. Idealną bazą wypadową jest małe miasteczko Paracas.

Paracas.

Paracas jest małym lecz prężnie rozwijającym się miasteczkiem, stojącym na dwóch nogach. Pierwsza to rybołówstwo a druga to turystyka. Baza noclegowa jest bardzo zróżnicowana od luksusowych 5 gwiazdkowych hoteli do skromnych pensjonatów. My wybraliśmy nowo pobudowany obiekt La Posada Pinguino. Czysty pokój dwuosobowy z łazienką i ze śniadaniem kosztował 90 zł.

Zostawiamy bagaże i udajemy się nad ocean. Wita nas puściutka plaża. Na wodzie kołyszą się kolorowe łodzie rybackie.

Nad oceanem królują ptaki.

Najbardziej zadziwiają nas wszechobecne ptaki. Nic nie robią sobie z obecności ludzi i ze stoickim spokojem zajmują się swoimi, ptasimi sprawami: suszą pióra, drzemią lub szukają pożywienia.

W oczy rzucają się zwłaszcza pelikany brunatne. Nie brak jest również kormoranów, które szczególnie upodobały sobie maszty rybackich kutrów. Nie trzeba być ornitologiem i znać wszystkie występujące gatunki, aby zachwycić się pięknem i różnorodnością skrzydlatych stworzeń.

Restauracja Chalana.

Napatrzywszy się na ptaki i zrobiwszy milion zdjęć postanowiliśmy przekąsić co nieco. Tuż obok miejsca, z którego podziwialiśmy łodzie i zwierzęta znajdował się pięciogwiazdkowy Hotel Paracas, a Luxury Collection Resort. Posiada on uroczy bar na końcu molo. Serwują w nim tylko 4 dania, wszystkie ze świeżo złowionych ryb i owoców morza. Było znane nam już wcześniej ceviche, tiradito – surowa ryba w płatach i bijące wszystko na głowę przepyszne małże (podawane w łódeczce wypełnionej lodem). Restauracja do tanich nie należy, gdyż za jedno danie należy zapłacić ponad 40 soli. Ale zdecydowanie warto.

Półwysep Paracas – Playa Roja.

Zaspokoiwszy pierwszy głód, udaliśmy się na Półwysep Paracas. W celu zachowania w stanie niezmienionym części morza i pustyni Peru i zapewnienia ochrony różnym gatunkom dzikiej flory i fauny, utworzono tam Rezerwat Narodowy Paracas.

Na teren półwyspu wiedzie nieutwardzona, lecz wygodna droga. Podobno wejście na teren parku jest płatne, lecz my napotkaliśmy tylko opuszczoną strażnicę i przejechaliśmy bez żadnych przeszkód w głąb półwyspu.

Kierując się na południe dotarliśmy do Playa Roja. Jest to wg. mnie jedna z najpiękniejszych plaż na świecie. Jej piasek ma kolor bordowy, który silnie kontrastuje z beżem skał i kobaltem morskich fal. Zachodzące słońce nadawało scenerii złocistą poświatę.

Półwysep Paracas – wybrzeże.

Na prawo od punktu widokowego, gdzie znajduje się parking dla samochodów, wybrzeże robi się bardziej dzikie i skaliste. Wysokie fale rozbijają się o porośnięte glonami skały. Jest po prostu pięknie.

Półwysep Paracas – ptaki.

Nad głowami szybują morskie ptaki. Są one jednak dużo bardziej płochliwe, niż te widziane w porcie. Gdy próbuję podejść do tych siedzących na skałach, odlatują. Udało mi się wypatrzyć sępniki różowogłowe. Siedzą nad ciałem martwego zwierzęcia, być może jest to foka. Głód jest silniejszy od strachu, więc zostają, rzucając mi niespokojne spojrzenia.

Trochę zaskakuje nas szybki zachód słońca, które kryje się za wzniesieniami półwyspu. Wracamy do Paracas, aby rozkoszować się widokiem łodzi na tle złocisto-purpurowego nieba.

Udajemy się do jednej z restauracji, których pełno przy głównej promenadzie. Jest drogo lecz niesmacznie. Rozczarowani szukamy biura turystycznego, aby zakupić wycieczkę na Wyspy Ballestas. Udaje się bez problemu. Oprócz wycieczek na wyspy można nabyć przejażdżki quadem lub buggy po pustyni na terenie Rezerwatu Narodowego Paracas. Odbywają się one w grupach, pod bacznym okiem przewodnika. Nasi mężczyźni kochający wolność i swobodę rezygnują z takiej rozrywki.

[mappress mapid=”75″]

 

Pozostałe wpisy o Peru:

Tajemnicze linie Nazca. Peru – dzień 1.

Mumie szczerzą zęby na cmentarzysku Chauchilla. Peru – dzień 2.

Południowe wybrzeże Peru. Dzień 2.

Arequipa – białe miasto u stóp wulkanów. Peru – dzień 3.

Kanion Colca i Andy – królestwo lam, alpak, wikunii i olbrzymich kondorów.

Złowieszcze wieże cmentarne Sillustani. Peru – dzień 5.

Pływające wyspy Uros na jeziorze Titicaca. Peru – dzień 6.

Wyspa Taquile i jej mieszkańcy. Peru – dzień 6.

Świątynia Wiracocha, Brama Rumicolca i kościół San Pedro Apostol czyli droga przez Andy.

Pisac – tajemnicze ruiny inkaskiego miasta. Peru – dzień 8.

Cuzco – świadectwo okrucieństwa i chciwości hiszpańskich konkwistadorów.

Maras – torebkę soli poproszę. Peru – 9 dzień podróży.

Moray – kosmiczne laboratorium rolnicze. Peru dzień 9.

Ollantaytambo – jedyne miejsce, gdzie Inkowie pokonali Hiszpanów.

Machu Picchu – jeden z 7 cudów świata. Peru – dzień 10.

Droga powrotna przez Andy. Peru – dzień 11.

 

Peru, wrzesień 2019

Tekst:  Ewa Siwiecka

Zdjęcia: Ewa i Krzysztof Siwieccy