Puno – Cusco – 390 km. Peru – dzień 7.

Zostawiliśmy szafirowe wody jeziora Titicaca i ruszyliśmy w kierunku dawnej stolicy Inków – Cusco. Cały dzień minął nam na podziwianiu monumentalnych Andów. Po drodze oprócz dziewiczej przyrody i wspaniałych widoków, zwiedzaliśmy dzieła ludzkich rąk z okresu Wari, Inca i hiszpańskich konkwistadorów.

Wody jeziora Titicaca w ostatnim czasie obniżyły się i na północ od linii brzegowej utworzyła się  równina, wykorzystywana do uprawy roli. Im dalej na północ, tym dolina stawała się węższa, a góry wyższe. Trawa rosnąca na łąkach wydawała się bujniejsza, choć koniec pory suchej sprawił, że była ona bardzo wysuszona. Musiała jednak starczyć za pożywienie krowom, które królowały na pastwiskach.

Przełęcz La Raya 4 335 m n.p.m.

Najwyższym punktem na drodze łączącej Puno z Cusco jest przełęcz La Raya. Jej wysokość 4 335 m n.p.m. nie robiła już na nas wrażenia. Natomiast wciąż zachwycała linia poszarpanych, andyjskich szczytów. Punk widokowy na okolicę, z dużym parkingiem stał się również miejscem pracy Indian, którzy sprzedają tu swoje wyroby z wełny alpaki. Można tu kupić wszystko: koce, narzuty, szale, czapki, rękawiczki i ciepłe kapcie. Ceny są przystępne, więc uzupełniliśmy zapasy pamiątek i udaliśmy się w dalszą drogę.

Świątynia Wiracocha.

Nieoczekiwanie na drodze zrobiło  się zamieszanie. Autokary skręcały w boczną uliczkę lub z niej wyjeżdżały. Dotarliśmy do stanowiska archeologicznego Raqch’i. Autobusy, aby zawrócić na maleńkim parkingu, dokonywały cudów. Pozostawiliśmy nasze samochody z nadzieją, że żaden autobus ich nie zarysuje i porwani przez potok innych turystów, znaleźliśmy się na placu z kościołem i niezliczona liczbą straganów.

Stanowisko archeologiczne jest duże i składa się z kilu części. Najważniejszą z nich  jest Świątynia Wiracocha. Długa na 92 m i wysoka na 20 m musiała robić imponujące wrażenie. Podstawa ściany środkowej zbudowana była z bloków kamiennych, natomiast wyżej z gliny. Świątynia posiadała największy dach dwuspadowy w całym imperium Inków, który wspierał się na 22 kolumnach, ulokowanych z obu stron. Hiszpanie nie oszczędzili świątyni i jak wiele innych zabytków zniszczyli ją.

Inkaska legenda głosi, że bóg Wiracocha przybył na ziemię, lecz ludzie go nie rozpoznali. Rozgniewany zniewagą spalił okoliczne wzgórza. Gdy ludzie  zaczęli błagać o wybaczenie, Wiracocha ulitował się na nimi, zgasił ogień i wyjawił kim jest. Inkowie w podziękowaniu za łaskę wybudowali mu świątynię, której pozostałości można oglądać w Raqch’i.

Przy świątyni znajdują się ruiny pomieszczeń mieszkalnych kapłanów i administratorów miasta.  Znajdują się tu również okrągłe magazyny na żywność. Nieco dalej ulokowane są łaźnie oraz tarasy uprawne.

Pokręciliśmy się bezładnie po placu, lecz nie znaleźliśmy kasy biletowej. Zniesmaczeni tłumem ludzi i ogólnym bałaganem, wróciliśmy do samochodu.

Barokowy kościół San Pedro Apostol czyli Św. Piotra Apostoła w Andahuaylillas.

Droga wiodła przez niewielką miejscowość Andahuaylillas, gdzie warto zrobić postój, aby zobaczyć kościół  św. Piotra Apostoła zwany Kaplicą Sykstyńską Ameryki.

Z tego powodu skręciliśmy w wąskie uliczki miasteczka i dojechaliśmy do placu, przy którym rosły niesamowicie piękne drzewa z czerwonymi owocami.

Niewielki kościółek na tle gór, oświetlonych promieniami zachodzącego słońca, wyglądał bardzo malowniczo. Wejście jest płatne i kosztuje 15 soli. Bilet uprawnia również do obejrzenia jeszcze dwóch innych kościołów, znajdujących się w Huaro i Canincunca. W Peru bardzo często sprzedawane są bilety łączone, których cena jest wysoka, a rzadko jest możliwość obejrzenia wszystkich atrakcji.

Kościół został zbudowany najprawdopodobniej pod koniec XVI w. gdyż najstarsze malowidło pochodzi z 1626 r.  Wzniesiono go na ruinach inkaskiej świątyni, której mury można odnaleźć wewnątrz budowli. Ściany obecnego budynku zrobione są z mieszaniny błota i trzciny. Barokowy wystrój miał zadziwiać i przytłaczać ówczesnych Indian i skutecznie to robi do dziś. Przepychem zaskakuje również turystów. Ilość zużytego złota i srebra jest oszołamiająca. Przepiękny jest również sufit wykonamy z drewnianych, rzeźbionych i malowanych kasetonów.

Brama Rumicolca.

Po kilu kilometrach jazdy ukazał się naszym oczom potężny mur. Parkujemy samochody i idziemy sprawdzić, cóż to jest. Mur biegnie w poprzek doliny, a obecna droga okrąża go zboczem góry. Aby poznać jego historię, należy sięgnąć do starej legendy:

W latach 550-900, jeszcze przed Inkami, na tym terenie mieszkał lud Wari. Jeden z władców urzędujący w pobliskim mieście Pikillaqta zmagał się z brakiem dostatecznej ilości wody. Postanowił, że odda swą córkę za żonę temu, kto rozwiąże problem niedoboru wody. Młody chłopak z Cuzco postanowił wykopać wielki kanał od Laguny de Huacarpay. Aby przekroczyć dolinę, zbudował pierwszy i największy akwedukt w starożytnym Peru, który nadal stoi. A my stoimy przed akweduktem.

Legenda piękna, tylko geograficznie się nie zgadza 🙁  Naukowcy potwierdzają teorię, że budowla była akweduktem.

W późniejszym okresie Inkowie zmodernizowali budowlę. Jednak jej przeznaczenie zmieniło się. Uważa się, że była to brama pobierania opłat na drodze do Cusco.

Zwiedzanie Bramy Rumicolca jest bezpłatne.

Zmęczeni dojechaliśmy do Cuzco, o którym przeczytacie w kolejnych wpisach.

Pozostałe wpisy o Peru:

Tajemnicze linie Nazca. Peru – dzień 1.

Mumie szczerzą zęby na cmentarzysku Chauchilla. Peru – dzień 2.

Południowe wybrzeże Peru. Dzień 2.

Arequipa – białe miasto u stóp wulkanów. Peru – dzień 3.

Kanion Colca i Andy – królestwo lam, alpak, wikunii i olbrzymich kondorów.

Złowieszcze wieże cmentarne Sillustani. Peru – dzień 5.

Pływające wyspy Uros na jeziorze Titicaca. Peru – dzień 6.

Wyspa Taquile i jej mieszkańcy. Peru – dzień 6.

 

Peru, wrzesień 2019

Tekst:  Ewa Siwiecka

Zdjęcia: Ewa i Krzysztof Siwieccy