Jeśli nie rozumiesz, po co zjeżdżać z wygodnej asfaltowej drogi lub reagujesz alergią na samochód na polnej drodze, jeśli dla Ciebie jedyną formą obcowania z naturą są wycieczki piesze lub rowerowe – NIE CZYTAJ TEGO WPISU. Nie jest on dla Ciebie. Dzisiaj zapraszam wszystkich, którzy kochają off-road, którym błoto jest niestraszne a dla pięknych widoków są w stanie jechać po największych dołach i dziurach.

Właśnie wróciłam z Podhala i ciągle się jeszcze dziwię, że są w Polsce tak piękne, polne drogi. Są tam miejsca, gdzie kwiaty zaglądają przez okna samochodów, strzeliste świerki rzucają cień a wody potoków chłodzą rozgrzane stopy. Górale w pocie czoła koszą kwieciste łąki, na których pasą się krowy lub owce.

Dla mnie i mojego męża off-rod to sport zespołowy i najlepiej się czujemy, gdy obok naszego samochodu jedzie inny. Rzadko bierzemy udział w zorganizowanych wyprawach, jednak tym razem było inaczej. „Harnasie na Wypasie” to impreza organizowana przez firmę BezGranic4x4. I żeby była jasność, nie jest to artykuł sponsorowany. Podhale to dla nas teren nieznany, więc postanowiliśmy zdać się na miejscowych off-roadowców. To była świetna decyzja. Cała trasa ułożona była idealnie.

Harnasie na Wypasie to mini wyprawa nastawiona na delektowanie się pięknem górskiego krajobrazu, odstresowanie i chillout. Oczywiście nie zabrakło elementów podnoszących ciśnienie: stromych podjazdów, głębokich kolein i błota, które skutecznie zatrzymały kilka samochodów. Nawet wyciągarki miały co robić.

Harnasie na Wypasie – pomiędzy Tatrami, Pieninami i Gorcami.

Podhale to obszar położony w obniżeniu, otoczony Gorcami, Pieninami i Tatrami. Jeżdżąc po pofalowanym terenie spoglądaliśmy to na szczyt Turbacza, to na Trzy Korony lecz nasz wzrok najdłużej zatrzymywał się na postrzępionej linii Tatr. Góry te, magnetycznie ciągnęły nas ku sobie i bezwstydnie panoszyły na większości zdjęć.

Wśród zieleni traw, czerwieni maków, bieli rumianków i całej masy innych kolorów pasły się szczęśliwe krowy, których nie zamknęły w oborach bezduszne przepisy unijne. Górale zazwyczaj dosiadali traktorów, choć wozy ciągnięte przez konie nie były rzadkością.

Sznur samochodów posuwał się wolno. Prawie w każdym pojeździe znajdował się „fotoreporter”, który na każdej górce, za każdym zakrętem robił zdjęcia. Pogoda dopisała, było słonecznie, lecz Tatry jak nieśmiała panienka, skryły się za welonem z mgiełki.

Droga wiodła przez cieniste laski i rozległe łąki. Palące od wielu dni słońce wysuszyło polne drogi. Obłoki kurzu unosiły się za każdym samochodem jak na afrykańskim safari.

Wysmukłe świerki strzegły błota przed promieniami słońca. Mogliśmy sprawdzić swoje maszyny i umiejętności kierowców. Napędy zapięte i dalej pod górę. Kto zrobi to sprawniej? Czy ważna jest waga samochodu, czy moc silnika, a może spryt i doświadczenie prowadzącego?

Off-roadowa zabawa osiągnęła punkt kulminacyjny. Wszyscy sobie pomagali, doradzali, naprowadzali, a jak trzeba było wyciągali wklejonych w błoto.

Przełom Białki.

Miłym przerywnikiem był postój nad rzeką Białką. W jej krystalicznie czystej wodzie wiele osób szukało ochłody. Miejsce te, nie zostało wybrane bez powodu. Nad wodą stoją dwie malownicze skały wapienne: Kramnica i Obłazowa. Utworzono tu rezerwat przyrody ze względu na występującą w okolicy reliktową roślinność naskalną oraz liczne skamieniałości.

W Obłazowej znajduje się jaskinia, której niestety nie można zwiedzać. Znaleziono w niej ślady neandertalczyków datowane na 80 tys lat. W późniejszych okresach grota zamieszkiwana była przez Homo sapiens. To tutaj, znaleziono najstarsze na terenie Polski kości ludzkie oraz bumerang, wykonany z ciosu mamuta, uważany za najstarszy na świecie a liczący sobie 30 tys. lat.

Przełom Białki oraz malownicze skały były niejednokrotnie planem filmowym. Najbardziej rozpoznawalna jest jaskinia Janosika, która mieści się w Obłazowej.

Więcej informacji na temat Przełomu Białki znajdziecie tutaj.

Gdy wróciliśmy do swoich samochodów, czekała na nas miła niespodzianka. Organizatorzy przygotowali przekąskę w postaci chleba ze smalcem i pysznymi ogórkami kiszonymi.

Punk widokowy na Czarnej Górze.

Czarna Góra zwana zwyczajowo Litwinką, była kolejnym punktem na naszej trasie. Zwykle świetny punkt widokowy na Tatry, tym razem nie spełnił oczekiwań. Chmury i mgiełka sprawiły, że góry nie prezentowały się dobrze.

Na szczycie od 2000 roku stoi ponad 20 metrowy krzyż milenijny, wzorowany na krzyżu na Giewoncie. Znajduje się tu również karczma, w której mogliśmy napić się kawy lub zjeść lody.

Dolina bobrów.

Trasa „Harnsi na Wypasie” biegła przez dolinkę, którą wzięły we władanie bobry. Na rzeczce zbudowały liczne tamy, które utworzyły w tym miejscu szerokie rozlewiska. Nie zabrakło też żeremi, jednakże samych budowniczych nie zauważyliśmy.

Cóż może być lepszego, niż kiełbaski z ogniska, jedzone na wzgórzu, z którego roztacza się widok na trzy pasma górskie: Tatry, Pieniny i Gorce? NIC. Bezcenne chwile chilloutu.

Oczywiście, to nie jedyne takie chwile na wyjeździe. Wieczorem czekała na nas regionalna kolacja, która trwała do późnych godzin wieczornych, a najwytrwalsi położyli się spać nad ranem.

Trasa kończyła się przy zaporze w Niedzicy. W idealnym momencie, gdyż gromadzące się od dłuższego czasu chmury burzowe, przybrały złowrogie kształty. Zdążyliśmy zrobić zdjęcia zamku i nim zaczęło padać, szybko wróciliśmy do samochodów.

Podsumowując, „Harnasie na Wypasie” to bardzo dobrze zaplanowana trasa off-roadowa po Podhalu. Organizatorzy w sposób przemyślany prowadzili nas po najpiękniejszych zakątkach regionu. Nocleg i posiłki były perfekcyjnie zorganizowane.

„Harnasie na Wypasie” to impreza cykliczna, więc jeśli odpowiada Wam taka forma off-roadu, możecie dołączyć do kolejnej edycji. Więcej informacji na stronie BezGranic4x4.

Podhale, czerwiec 2019

Tekst i zdjęcia Ewa Siwiecka