Dzikie hordy Tatarów przez stulecia napadały na wschodnie rubieże Polski, siejąc strach i trwogę. Wyróżniały się wyjątkowym okrucieństwem, bezwzględnością i chciwością. Jednak równolegle mieszkali na terenach naszego kraju Tatarzy, którzy wiernie służyli polskim władcom, przelewając krew za swoją nową ojczyznę. Pojedziemy szukać miejsc, gdzie tatarska tradycja jest wciąż żywa. Sprawdzimy co śpiewa w duszy współczesnym, polskim Tatarom. Kruszyniany i Bohoniki czekają na nas.

Długi weekend majowy to znak, że sezon turystyczny w Polsce się rozpoczął i należy ruszyć w poszukiwaniu ciekawych miejsc i pięknych krajobrazów. My wybraliśmy Podlasie, więc na naszej trasie nie mogło zabraknąć tatarskich wsi. Tatarska wieś to za dużo powiedziane, gdyż w Kruszynianach i Bohonikach mieszka zaledwie kilka tatarskich rodzin. Kiedyś na Kruszyniany mówiono „triniedzielnaja” (trzyświąteczna) bo zgodnie żyli tu wyznawcy 4 religii. W piątek świętowali muzułmańscy Tatarzy, w sobotę Żydzi, w niedzielę katolicy i prawosławni. Dziś już Żydów nie ma, ale pozostali mieszkają razem i świadczą o wielokulturowości Podlasia.

Kruszyniany – meczet.

W środku wsi stoi dumnie zielony meczet. Kolor zielony jest najważniejszą barwą w islamie, gdyż kojarzy się z rajem. Nie bez znaczenia jest także fakt, że był to ulubiony kolor Mahometa. Budowla jest najstarszym, zachowanym do dziś meczetem tatarskim w Polsce. Powstał prawdopodobnie na przełomie wieków XVIII i XIX. Na jego wieżyczkach umieszczone są półksiężyce, więc mimo, że kształtem meczet podobny jest do cerkwi i kościołów występujących na Podlasiu, nie sposób go pomylić. A bryła budynku, wynika z faktu, że budowali go miejscowi rzemieślnicy, którzy nie wiedzieli jak wyglądają muzułmańskie meczety.

Przed wejściem kłębią się tłumy turystów. Ustawiamy się w kolejkę i na szczęście nie musimy długo czekać. Gdy meczet opuszcza poprzednia grupa, wchodzi kolejna a my razem z nią.

Udajemy się do malutkiego przedsionka, zdejmujemy buty i kupujemy bilet za 5 zł. Następnie wszyscy razem, czyli kobiety i mężczyźni, wchodzimy do głównego pomieszczenia meczetu. Turystek nie obowiązują prawa islamu, gdyż zwyczajowo kobiety mają swoje oddzielne miejsce w meczecie, swoje wejście i oczywiście powinny zakrywać włosy.

W świątyni czeka na nas uśmiechnięty przewodnik Dżemil Gembicki. Gdy wszyscy usiedliśmy, zaczyna swoją opowieść o polskich Tatarach, o historii, o islamie ale również o życiu współczesnym. Opowiada nam o sobie i swojej rodzinie. O tym, że wychowują z żoną katoliczką dwoje dzieci, chłopca na muzułmanina, dziewczynkę w wierze katolickiej. Oj, to nie może być łatwe. Chyba, że może?

Kim są Tatarzy? Czyli dobrzy i źli Tatarzy.

Oczywiście nie ma dobrych i złych Tatarów. Ta ocena może być tylko związana z faktem, czy popierali Polskę, czy z nią walczyli. A więc po kolei:

Tatarzy pochodzą z terenów północno-zachodniej Mongolii i rejonu Bajkału. Weszli w skład imperium Czyngis-chana i razem z jego armią brali udział w wyprawach na Europę. Z tego powodu Tatarzy są utożsamiani z Mongołami, co nie do końca jest prawdą. Po rozpadzie imperium mongolskiego utworzyli szereg państw w jego zachodniej części, m.in. Złotą Ordę i Chanat Krymski.

W XIII w. Mongołowie Czyngis-chana napadli na Polskę i zwyciężyli w bitwie pod Legnicą. Kolejne wieki to ciągłe potyczki z Tatarami krymskimi. Ten prowadzący koczowniczy tryb życia lud napady na sąsiadów i ich grabienie uczynił podstawą swojej egzystencji. Błyskawicznie poruszający się przeciwnicy spadali zwykle na wieś lub miasteczko jak grom z jasnego nieba. Starszych i niesprawnych mieszkańców od razu zabijali, młodych brali w jasyr, kobiety gwałcili, a zabudowania puszczali z dymem. Porwanych sprzedawano na krymskich targach niewolników.  Nic więc dziwnego, że pierwsze skojarzenie z Tatarami jest negatywne.

Na początku XVw.  za panowania wielkiego księcia litewskiego Witolda na Litwę przybyły większe grupy Tatarów. Nazywano ich Lipkami od tureckiej nazwy Litwy. Byli to uciekinierzy polityczni, którzy na Litwie szukali schronienia oraz jeńcy wojenni. Książę Witold widział w nich walecznych i przede wszystkim skutecznych żołnierzy. Za służbę wojskową, czyli to co Tatarzy kochali i umieli robić najlepiej,  dostali  liczne przywileje i wolność wyznania. Tatarzy walczyli między innymi po stronie polsko-litewskiej w bitwie pod Grunwaldem.

Gdy unia połączyła Litwę i Polskę, Tatarzy stali się poddanymi króla polskiego, mieszkańcami Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Nadawano im ziemię, za którą zobowiązani byli do służby wojskowej. Członków znaczniejszych rodów pod względem prawnym zrównano ze szlachtą polską, z jednym tylko wyjątkiem – muzułmanie nie mogli uczestniczyć w życiu politycznym kraju.

Wiek XVII przyniósł pogorszenie się sytuacji Tatarów. Polska osłabiona potopem szwedzkim nie miała pieniędzy na wypłatę żołdu. Dodatkowo ograniczano prawa społeczne muzułmanów. Doszło do buntu i masowego przechodzenia na stronę turecką. Jazda tatarska w wojsku litewskim pozostała lojalna, walczyła po polskiej stronie pod Chocimiem. W dowód wdzięczności Polska potwierdziła dawne przywileje Lipków i uchwaliła dla nich amnestię. W 1679 aby wynagrodzić Tatarom zaległy żołd, Jan III Sobieski oddał im podlaskie wsie, między innymi Kruszyniany i Bohoniki.

Tatarzy polscy stracili swój język ojczysty, nadal jednak wierni są swojej religii – islamowi, tradycjom i zwyczajom.

Więcej informacji o historii Tatarów w Polsce znajdziesz tutaj.

Kruszyniany – mizar.

Bogatsi w wiedzę o historii Tatarów i ich religii udajemy się w kierunku tatarskiego cmentarza. Mizar zajmuje szczyt górującego nad wioską wzgórza, porośniętego stuletnimi sosnami. W pobliżu wejścia przeważają nowe mogiły przypominające groby chrześcijańskie, ale w głębi znajdują się bezwładnie rozrzucone pośród sosnowych pni starsze nagrobki kamienne, różnych kształtów, z arabskimi inskrypcjami i wyrytym półksiężycem.

Mizar został założony w XVIII w. a najstarszy nagrobek o czytelnej inskrypcji pochodzi z 1699 roku. Napisy na nagrobkach są w językach: polskim, litewskim i arabskim.

Kruszyniany – Tatarska Jurta.

Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby nie Dżenneta Bogdanowicz, nikt by o polskich Tatarach nie wiedział. Napisać, że nikt, to przesada, ale na pewno nie byłoby tu takich tłumów turystów.

Pani Dżenneta od blisko 20 lat prowadzi gospodarstwo agroturystyczne, w którym karmi rzesze turystów oryginalnymi, tatarskimi potrawami, opowiada o swoich korzeniach i udostępnia pokoje na nocleg. Dzięki niej w wiosce życie zaczęło toczyć się szybciej i intensywniej. Przyciąga  nie tylko turystów, ale też młodych Polaków o tatarskim rodowodzie.

Podróżujący z nami przyjaciele odwiedzili Tatarską Jurtę kilka lat temu i  nie mogli się nachwalić zarówno gospodyni, jak i jej pysznego jedzenia. Oczywistym więc było, że po obejrzeniu meczetu i mizara właśnie tam skierujemy nasze kroki. Ale cóż, sukces może przerodzić się w przekleństwo. Okazało się, że do restauracji w Tatarskiej Jurcie ustawiła się długa kolejka. Czas oczekiwania minimum 2 godziny. Ponieważ brzuchy domagały się nakarmienia, zrezygnowaliśmy z oczekiwania.

W Kruszynianach jest jeszcze jedna restauracja – Zajazd Tatarski „Na Końcu Świata”. Reprezentowała się dobrze, menu było ok , czyli tatarskie i nawet znalazły się miejsca przy stoliku. Ale… taka historia przydarzyła się nam pierwszy raz w życiu. Przez pełną godzinę nie mogliśmy złożyć zamówienia. Kelnerki odpędzały się od nas, jak od natrętnych much. Wszyscy goście, którzy otrzymali jedzenie, dawno już zjedli, zajazd napełnił się nowymi gośćmi, ale nikt nie był obsługiwany. Personel biegał bez celu po restauracji, ciągle powtarzając „trzeba czekać”. Ale na co??? Głodni i wściekli wyszliśmy z budynku i pojechaliśmy do Bohonik.

Bohoniki.

Naprzeciw meczetu znajduje się Dom Pielgrzyma i tam skierowaliśmy pierwsze kroki. Jakie było nasze zdziwienie i olbrzymie rozczarowanie, gdy dowidzieliśmy się, że wszystkie posiłki przewidziane na ten dzień zostały wydane. Nie ma nic, dokładnie nic do jedzenia. We wsi nie ma też innych barów lub restauracji.

Widząc nasze nieszczęśliwe miny, gospodarze ulitowali się i postanowili dać nam to, co właśnie gotowało się na następny dzień. Oczywiście nie było żadnego wybierania potraw. Zjedliśmy to, co dostaliśmy, zgodnie dzieląc się tatarskimi smakołykami. Wszystko było przepyszne i tak inne od polskiego jedzenia. Była zapiekana w garnkach kryszonka, były czebureki oraz pierekaczewnik z mięsem, a drugi z serem. Były też inne potrawy, ale ich nazw nie zapamiętaliśmy.

Chciałabym gorąco podziękować gospodarzom Domu Pielgrzyma za serce i zrozumienie. Uratowaliście nas od śmierci głodowej.

Bohoniki – meczet.

Syci i zadowoleni przechodzimy na drugą stronę ulicy do miejscowego meczetu. Budynek jest maleńki, po ostatnim remoncie zmienił kolor z zielonego na brązowy. Zbudowany został prawdopodobnie w 1873 r.

W środku czeka na nas przewodniczka Eugenia Radkiewicz. Przesympatyczna, starsza pani sprzedaje nam bilety i zaprasza do środka świątyni. Zostawiamy buty w przedsionku, który w Bohonikach jest tylko jeden i  razem z przewodniczką wchodzimy. Oprócz nas jest tylko kilka osób, więc atmosfera jest kameralna. Pani Eugenia tryska energią i humorem. O dawnej historii Tatarów mówi mniej niż przewodnik w Kruszynianach, natomiast przedstawia mnóstwo opowieści i ploteczek z codziennego życia wsi. Jest przy tym w 100% autentyczna i przekonywująca. Widać, że bycie przewodnikiem to dla niej powołanie i pasja, a nie tylko wykonywany zawód.

Na skraju wsi znajduje się mizar, czyli tatarski cmentarz.

Kruszyniany czy Bohoniki, co wybrać?

W naszym porównaniu zdecydowanie wygrywają Bohonik. Autentyczne, sympatyczne, pomocne. Dużo mniejsza liczba turystów sprawiła, że czuliśmy się wyjątkowi, oczekiwani i pożądani przez miejscowych Tatarów.

Kruszyniany jak dla mnie stały się zbyt komercyjne. Na pewno na taką opinię wpłynęła data naszej wizyty – majówka. Być może w zwykły dzień, w ciągu tygodnia tu także jest cicho i spokojnie.

W lato w Kruszynianach organizowany jest festiwal Sabantuj. W czasie jego trwania goście mogą liczyć na mnóstwo atrakcji: tradycyjne stroje, tatarska muzyka, tańce, przejazdy Tatarów konno, pokazy tradycyjnego rzemiosła, warsztaty pisania ikon, i wreszcie niezliczona liczba tamtejszych specjałów kulinarnych. Jeśli lubicie takie klimaty, myślę, że warto przeżyć to osobiście, licząc się z dużą liczbą turystów.

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt

 

Według narodowego spisu powszechnego z 2011 r. narodowość tatarską zadeklarowało w Polsce 1916 osób. Tatarzy żyją rozproszeni w Gdańsku, Białymstoku, Warszawie i Gorzowie Wielkopolskim.

 

Pozostałe wpisy z Podlasia:

Skit w Odrynkach, czyli jak wygląda pustelnia XXI wieku

Muzeum Sztuki Drukarskiej i Papiernictwa w Supraślu

Ruiny kościoła w Jałówce, czyli zawiłe losy ziemi jałowej.

 

Kruszyniany i Bohoniki, maj 2019

Tekst i zdjęcia: Ewa Siwiecka