No dobra, z tym fotografem to przesadziłam. Ale… byłam na warsztatach fotograficznych, więc pierwszy krok zrobiony. Jeszcze inwestycja w sprzęt, kilka lat praktyki i może zacznę robić dobre zdjęcia. A potem już tylko nagrody i podziw innych. Myślicie, że to niemożliwe? Pewno macie rację, ale każdemu wolno marzyć 🙂

Zaczęło się od ogłoszenia, że Małgorzata Pawelczyk, której zdjęcia od miesięcy podziwiam na FB, organizuje warsztaty fotograficzne dla początkujących. Ładne zdjęcia zawsze chciałam robić, styl Małgosi mi się podoba, lokalizacja fantastyczna, więc decyzja mogła być tylko jedna – jadę! I tak na początku czerwca znalazłam się na Podlasiu, w gronie sympatycznych kobitek, bo kurs był tylko dla pań 🙂

Bez względu na to, czy robimy zdjęcia, czy tylko podziwiamy krajobrazy i obserwujemy zwierzęta i ptaki na Podlasie zawsze warto przyjechać. Pokażę Wam zatem, co udało mi się zobaczyć i gdzie zawiodła mnie Małgosia.

 

Wieża obserwacyjna im. Wiktora Wołkowa, czyli zaczynamy od mocnego uderzenia.

Ledwo zdążyłyśmy położyć się spać po zapoznawczym ognisku, już trzeba było wstawać na nasz pierwszy wschód słońca. Lokalizacja nie była przypadkowa, gdyż jest to jeden z kultowych punktów na Podlasiu, gdzie lubił robić zdjęcia wybitny fotograf Wiktor Wołkow. Jego imieniem została nazwana wieża, która znajduje się na wysokim brzegu Biebrzy.

Rzeka spowita była gęstą mgłą, a nad nią niebo zabarwiło się złotem i purpurą. Już nie przynudzam, po prostu zobaczcie.

Świt nad Biebrzą.

Pozostawiłyśmy ozłoconą wieżę i zjechałyśmy we mgłę. Zupełnie inny świat. Srebrzysta rosa, jak klejnoty dekorowała każdy listek i każde źdźbło trawy. Ostry cień mgły, wcale nie był ostry, lecz delikatnie przesuwał się nad powierzchnią wody.  Chwilo trwaj!

Firletka poszarpana, czyli królowa wiosennych łąk.

Zmarznięte i głodne,  lecz usatysfakcjonowane widokami, wróciłyśmy na śniadanie. A chwilę później byłyśmy już na pobliskich łąkach, aby oddać hołd królowej wiosennych, nadrzecznych łąk, czyli delikatnej firletce.  Roślina ta lubi rosnąć na wilgotnych a nawet podmokłych terenach. Jest rośliną wskaźnikową zasięgu wylewów nad dużymi rzekami.

Popołudnie i wieczór spędziłyśmy odpoczywając i zgłębiając teoretyczne tajniki fotografii, gdyż deszcz uniemożliwił nam wyjście.

Wschód słońca nad łąkami.

Kolejny dzień znów zaczął się przed godziną trzecią. Na pobliskich łąkach czekałyśmy na ciepłodajną kulę. Zapowiadało się dobrze, różowe maziaje zabarwiły niebo, ale na tym się skończyło. Słonko wyszło zza horyzontu na chwilę, aby skryć się za grubą chmurą.

Zapach porannego powietrza przesycony wilgocią i ziołami jest jak narkotyk. Chce się go jeszcze i jeszcze, i więcej, i mocniej. Uważajcie, wschody słońca na Podlasiu uzależniają.

Nostalgiczne Podlasie.

Podlasie kocha się za różne rzeczy. Jedną z nich jest możliwość powrotu do naszego dzieciństwa. Wiejskie drogi, drewniane płoty, wierzby na miedzy. Ludzie żyją wolniej, prościej. Krowy trzeba wygonić na pastwisko. Trawę skosić nierzadko kosą, bo gniazdują tu rzadkie ptaki. Nakarmić kury, wypielić ogródek. Niby nic, a jak przyjemnie utrwalać te chwile na zdjęciach.

Torfowiska.

Olbrzymie połacie łąk i torfowisk są idealnym miejscem życia wielu rzadkich gatunków zwierząt a zwłaszcza ptaków. Jest to istny raj dla ornitologów. Ale i tak wszyscy (prawie) czekają na spotkanie z łosiem. Nam się nie udało, więc powrót na Podlasie jest konieczny.

Tym razem pałeczkę przewodnictwa przejęła Renata, właściciela agroturystyki, gdzie nocowałyśmy, przyrodnik z wykształcenia i zamiłowania. Zaprowadziła nas na 400 metrową kładkę, zwaną „Długa Luka” i opowiedziała o torfowiskach niskich, wśród których się znalazłyśmy. Pokazała niezwykle rzadką i płochliwą wodniczkę. Storczyki jeszcze  nie kwitły, ale za to podziwiałyśmy bobrka trójlistkowego.

Zupełnie inaczej wygląda torfowisko wysokie. Wśród brzóz kwitło na biało bagno zwyczajne, co sprawiało, że las wydawał się nierealny, bajkowy. W powietrzu unosił się odurzający zapach kwiatów tych krzewów. Gdzieniegdzie chwiała się na wietrze delikatna wełnianka. Dzięki wiedzy i doświadczeniu Renaty udało się nam znaleźć kilka maleńkich rosiczek. Roślinki te radzą sobie na ubogiej w składniki odżywcze glebie, łapiąc małe owady.

Zachód słońca na Górze Strękowej.

W pobliżu ujścia Biebrzy do Narwi znajduje się wysokie wzgórze polodowcowe, będące miejscem często odwiedzanym przez turystów, przyrodników i fotografów. Z jego szczytu można podziwiać rozległą dolinę Narwi, która wygląda szczególnie urokliwie, gdy woda szeroko rozleje się na pobliskie łąki.

My skoncentrowałyśmy się na obserwacji dziwacznych formacji chmur, przez które słońce wypuszczało swoje złociste promienie. Oczywiście próbowałyśmy to uchwycić na naszych zdjęciach.

Góra Strękowa nazywana jest polskimi Termopilami, a to za sprawą bohaterskiej obrony we wrześniu 1939 r. Polacy w bitwie o Wiznę dysponowali siłami poniżej tysiąca żołnierzy, gdy naprzeciw nich stanęło 43 tys. Niemców. Polakami ze schronu na Górze Strękowej dowodził kpt. Raginis. Żołnierze bronili się dzielnie, aż do wyczerpania zapasów amunicji. Kpt. Raginis, aby nie dostać się do niewoli wysadził się granatem.

Na górze znajdują się pozostałości bunkra oraz tablica informacyjna, krzyż upamiętniający walkę i grób kapitana Raginisa.

Wschód słońca nad Biebrzą.

Trzeci dzień warsztatów rozpoczęłyśmy w znanym nam Burzynie. Niebo zasnute było grubą warstwą chmur, ale prognozy były obiecujące. Tym razem meteorolodzy nie pomylili się. Niebo nad horyzontem zrobiło się purpurowe a nawet fioletowe. Ciemna chmura wolno odsłaniała nam różowości. Mgiełki uroczo snuły się nad Biebrzą. Aparaty miały co robić.

To było idealne!

Łąki w słońcu.

Gdy słońce przepędzi mgły, gdy złoto, purpura i róż rozpłyną się po niebie do akcji wkracza błękit. Tak niebieski, jak oczy ukochanej dziewczyny. Wyraźny i intensywny. Podkreśla każdy szczegół, każde drzewo, kwiat. Odbija się w rzekach, stawach i kałużach. Po prostu jest.

Rajski Staw.

I to już koniec. Trzy dni pełne wrażeń i widoków, które zapierały dech w piersiach. Trzy dni spędzone w przemiłym towarzystwie Małgosi, Renaty oraz wszystkich babeczek, które wspierały mnie, doradzały, dzieliły się swoją wiedzą. Dziewczyny, dziękuję Wam za to!

Jeśli macie ochotę na obejrzenie zdjęć profesjonalistki, zapraszam na FB Wędrówki Wiatrem Podszyte Małgośki Pawelczyk.

I jeszcze kilka słów o raju Renaty. Wyobraźcie sobie łąki po horyzont. Ciszę tak idealną, że słychać tylko śpiew ptaków i brzęczenie owadów. A wśród tych łąk kępa drzew, a w niej ukryte zabudowania agroturystyki Rajski Staw. Obok nie staw, lecz dwa stawy. Idylla. Nad wszystkim czuwa wciąż uśmiechnięta i pomocna właścicielka Renata. Tam właśnie spałyśmy, jadłyśmy pyszne posiłki a w stodole zmienionej w salę konferencyjną pobierałyśmy nauki od Małgosi.

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt

 

Podlasie, czerwiec 2020

Tekst i zdjęcia Ewa Siwiecka