Jak wyobrażałam sobie pustelnię? Jako miejsce leżące z dala od siedzib ludzkich, gdzie mnisi lub inni spragnieni odosobnienia łączą swą duszę z Bogiem poprzez modlitwę i cielesne umartwienia. Gdzie ubóstwo i pozostawienie doczesnych przyjemności jest oczywistością. I nie sadziłam, że w Polsce w XXI w. są jeszcze takie miejsca. Ale czy naprawdę są?

Powstanie skitu, czyli pustelni w Odrynkach  wiąże się z postacią archimandryty Gabriela. Ten prawosławny mnich był postacią niezwykłą. Będąc przełożonym monasteru w Supraślu, został wybrany na biskupa diecezji w Bieszczadach. Odrzucił tę funkcję, za co został zdegradowany. Wówczas to postanowił zamieszkać w odosobnieniu. Jego wybór padł na niewielki skrawek suchego gruntu, otoczony ze wszystkich stron wodami Narwi w okolicy wsi Odrynki. Od 2009 roku miejsce te stało się domem Gabriela i miejscem pielgrzymek wiernych, którzy szukali u duchownego wsparcia i pomocy. Gabriel słynął bowiem z leczenia chorych ziołami.

Skit bardzo szybko zaczął się rozrastać. Wybudowano dom dla mnicha, położono 800 m kładkę, która połączyła pustelnię ze wsią. Zbudowano dwie cerkwie, wykopano studnię i doprowadzono prąd. Ludzie setkami przybywali do skitu, ale czy to wciąż była pustelnia?

Skit w Odrynkach – dojazd.

Do skitu można się dostać dwiema drogami. Jedna z nich to kładka nad okresowo zalewanymi łąkami, drugą można dojechać pod same zabudowania pustelni. Obie zaczynają się w Ordynkach. My wybieramy pierwszą z nich. Pozostawiamy samochody na zachodnim skraju wsi i ruszamy przez łąki. Utrzymująca się od kilku lat susza sprawia, że wody wokoło nie ma. Kładka zaczyna się od okazałej, drewnianej bramy. Wzdłuż pomostu stoją ozdobne latarnie. Dookoła kwitną kaczeńce, nad którymi unoszą się brzęczące pszczoły.

Zza trzcin błyszczą się złociste kopuły cerkwi. Mijamy bramę i wchodzimy na teren skitu.

Ale dlaczego na bramie wejściowej jest napis „500 lat pustelni”, jeśli skit powstał w 2009 roku?

Skit w Odrynkach – historia trochę dłuższa.

Miejsce wybrane przez archimandrytę Gabriela nie było przypadkowe. W tym miejscu, a dokładniej w uroczysku zwanym przez miejscowych Kudok mieściła się wcześniej inna pustelnia. W 1518 r. książę Michał Wiśniowiecki, przeprawiając się tratwą przez rzekę Narew, zabłądził na bagnach. Gdy prosił Boga o pomoc zobaczył świetlistą ikonę św. Antoniego Pieczerskiego, która wskazała mu drogę. Widząc w tym znak Boży, książę ufundował w pobliżu kaplicę. Później powstał tu monastyr, w którym mnisi prowadzili pustelniczy tryb życia, aż do 1916 roku.

Mnich Gabriel kontynuował pustelniczą tradycję i „jego” skit otrzymał nazwę świętych Antoniego i Teodozjusza Pieczerskich.

Nasza wizyta na terenie skitu miała miejsce pół roku po śmierci archimandryty Gabriela. Mnich został pochowany na terenie pustelni, a jego grób stał się miejscem pielgrzymek. W maju 2019 r. cały czas tonął w kwiatach. Wszyscy, którzy mieli okazję spotkać się z Gabrielem, wspominają go jako osobę bardzo życzliwą i przyjazną.

Czy taki skit pragnął stworzyć? Przyciągał ludzi jak magnes. Pomagał im, a oni pomagali jemu. Razem stworzyli wyjątkowe miejsce na mapie Polski. Nie da się jednak ukryć, że przepych i złote kopuły na budowlach nie przystają do wyobrażenia pustelni.

Po śmierci Gabriela skit opustoszał. Obecnie pojawili się mnisi-następcy, którzy kontynuują ideę życia w pustelni.

Więcej informacji o skicie znajdziecie tutaj.

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt

 

Pozostałe wpisy z Podlasia:

Muzeum Sztuki Drukarskiej i Papiernictwa w Supraślu

Ruiny kościoła w Jałówce, czyli zawiłe losy ziemi jałowej.

 

Skit w Odrynkach, maj 2019

Tekst i zdjęcia: Ewa Siwiecka