Niewielka rzeka Liwiec oddziela historyczne Mazowsze od Podlasia. Niegdyś świadek burzliwych wydarzeń historycznych, dziś urzeka sielskimi krajobrazami. W ciepłe dni jej  okolica jest coraz chętniej odwiedzana przez warszawiaków. Aż roi się od plażowiczów, spacerowiczów, kajakarzy, rowerzystów i wszelkiej maści osób uprawiających aktywność na świeżym powietrzu. Na wszystko spogląda z góry zamek w Liwie, który kiedyś bronił wschodnich granic Mazowsza.

Pewnego, czerwcowego dnia wepchnęłam męża do samochodu i kazałam wieźć się nad Liwiec. Drogi wybierałam podrzędne, aby móc chłonąć krajobraz mazowieckich wsi. Im dalej od stolicy, tym więcej pól, na których oprócz zboża rosły maki i chabry, a i kąkol się zdarzał. Coraz częściej pojawiały się stare, drewniane chałupy. Pomylenie drogi skutkowało pokonywaniem małej rzeczki w bród (samochodem). I takie przygody lubię najbardziej.

Liwiec.

Wreszcie wjechaliśmy na podmokłe łąki, położone nad rzeką. Soczysta roślinność próbowała zamaskować zeszłoroczne, suche badyle. Już jej się prawie udało. Rolnicy zaczęli sianokosy, więc zapach skoszonej trawy unosił się w powietrzu.

Brzegi rzeki były mało dostępne, porośnięte roślinami. Gdzieniegdzie brzeg był stromy, urwisty. Co jakiś czas zdarzały się urokliwe, piaszczyste plaże, skrupulatnie wykorzystywane przez zwolenników opalania i kąpieli.

Sama rzeka została opanowana przez kajakarzy. Były ich dziesiątki, a nawet setki. Bo też Liwiec jest idealny do uprawiania rekreacyjnego kajakarstwa. Czysta woda płynie spokojnie. Głębokości są niewielkie. Chillout.

Następnym razem gdy tu przyjadę, wezmę udział w jednym z licznie organizowanych spływów kajakowych.

Piękno Liwca polega w głównej mierze na jego nieuregulowanym biegu. Rzeka uroczo meandruje, co doskonale widać z góry (lub na mapie 🙂 ).

Zamek w Liwie.

Będąc w okolicy koniecznie trzeba obejrzeć pozostałości zamku w Liwie.  Aby w pełni docenić jego urok musicie użyć swojej wyobraźni, albo popatrzeć na wizualizację dawnej budowli.

Wyobraźcie sobie rozległe, bagniste rozlewiska Liwca. Pośrodku niczego usypany został pagórek, wzmocniony licznymi palami. Na nim mieścił się niewielki zamek kamienno-ceglany, połączony z lądem długim, drewnianym mostem.  Przed zamkiem, wzdłuż mostu ulokowany był Przygródek. Budynki Przygródka postawione w całości lub częściowo na palach były obiektami o charakterze militarnym (dwie ufortyfikowane bramy, prochownia), administracyjnym (dom grodzki służący do posiedzeń sądów ziemi liwskiej, domek pisarza) i gospodarczym (kuźnia, kuchnie, składy żywości, stajnie, młyn) i „socjalnym”: siedzenie letnie (rodzaj werandy) i szpitalik. Jeśli potraficie sobie to wyobrazić, zachwycicie się tym miejscem. Jeśli nie, możecie się rozczarować.

Zamek w Liwie został wzniesiony na polecenie księcia mazowieckiego Janusza I Starszego w pierwszej połowie XV w. Był jedną z warowni strzegących wschodnich granic księstwa mazowieckiego, gdyż po drugiej stronie Liwca była już Litwa. W XVI w. zamek był rozbudowywany, bramę przekształcono w kilkukondygnacyjną wieżę. Wewnątrz znajdowały się dwa dwukondygnacyjne domy: Dom Wielki i Dom Mniejszy.

Zamek uległ poważnym zniszczeniom w czasie potopu szwedzkiego i stracił swe walory obronne. Zachował  jednak w dalszym ciągu funkcję siedziby starostwa i sądu ziemi liwskiej. Dla pomieszczenia tych urzędów zbudowany został w 1782 r. dwór barokowy zaś wieżę bramną przystosowano do pełnienia funkcji archiwum.

Ciekawe wydarzenia miały miejsce podczas II wojny św. Władze okupacyjne rozpoczęły rozbiórkę ruiny na budulec dla powstającego w Treblince obozu zagłady. Wówczas wkroczył do akcji Otto Warpechowski. Ten młody, polski archeolog przekonał Niemców, że Liw zbudowali Krzyżacy! Spowodowało to rozpoczęcie odbudowy zamku na koszt III Rzeszy.

Odbudowę zamku, niestety nie w całości, zakończono w 1961r. Dwa lata później w dworku powstało Muzeum Zbrojownia.

Muzeum Zbrojownia na zamku.

We wnętrzach dworku barokowego można oglądać militaria z okresu od XV do XX w.  Jest tego naprawdę dużo: hełmy, włócznie, miecze, szable, pałasze, rapiery oraz pistolety i karabiny. Jeden z działów zbiorów muzealnych zajmuje malarstwo i grafika. Rzemiosło artystyczne reprezentują zabytkowe meble, żyrandole i tkaniny.

Bilet wstępu kosztuje: normalny 10 zł, ulgowy 6 zł.

Jeśli nie macie ochoty lub czasu zwiedzać muzeum, to w przejściu bramy zainstalowany jest monitor, na którym wyświetlany jest film, pokazujący eksponaty zgromadzone w dworku. Dodatkowo lektor opowiada o historii zamku oraz objaśnia eksponaty z muzeum. Warto tu spędzić kilka minut, bo opowieść jest ciekawa.

Więcej informacji o zamku oraz Muzeum Zbrojowni znajdziecie tutaj.

Drewniana zabudowa.

W Liwie oraz w okolicznych wsiach można napotkać stare, drewniane chałupy. Niektóre pochodzą z XIX i początków XXw. Jedna z nich mieści się tuż obok zamku w Liwie. Ich stan jest bardzo różny, od dobrze zachowanych a nawet zamieszkałych do popadających w ruinę. Wiele z nich jest remontowanych, zakładane są nowe okna (tylko dlaczego plastikowe???).

Góra Sowia.

Na prawym brzegu Liwca, na południe od Liwa wznosi się wysokie wzgórze morenowe, zwane Sowią Góra. Kiedyś było jeszcze wyższe, ale wydobycie wysokiej jakości żwiru, obniżyło je. Jest to doskonały punkt widokowy na dolinę Liwca: meandrującą rzekę i okoliczne pola. Widok jest szczególnie urokliwy podczas wiosennych podtopień. Na szczycie umieszczone są tablice informacyjno-edukacyjne oraz gry dla dzieci.

Dla ludów pierwotnych wzniesienie to, które wyraźnie dominowało nad otoczeniem, było miejscem odprawiania obrządków ku czci słońca i drzew oraz zaklętych w nich bożków. Legendy mówią o tym, iż czarownice zlatywały się tu z odległości nawet kilkuset kilometrów aby decydować o losach okolicznych mieszkańców. Od wieków mówiono o zakopanym skarbie czy garncu złota, inni zaś wskazywali na śpiących u stóp góry rycerzach. Badania archeologiczne potwierdziły istnienie u podnóża wzniesienia grodziska sprzed kilku tysięcy lat. Sowia Góra to niezwykłe miejsce, owiane aurą tajemniczej przeszłości. W początkach naszej ery były tu siedliska ludzkie, później cmentarzysko z kultowym kręgiem z głazów narzutowych, następnie służyła jako miejsce pogańskich obrzędów Kupały. W okresie późniejszym też wiele się tu działo. Każda przetaczająca się wojna na tych ziemiach dawała okazję do ostrzeliwań przeciwległej strony Liwca przez naszych wrogów. Strzelali stąd Szwedzi, Prusacy, Rosjanie i Niemcy. W czasach potopu szwedzkiego na Sowiej Górze palono wielkie ognie, by ostrzec okolicznych mieszkańców przed zbliżającym się najeźdźcą.

Sowia Góra jest również inspiracją dla filmowców. Plenerowe zdjęcia kręcił tu Jan Jakub Kolski ekranizując „Pornografię”  Witolda Gombrowicza, oraz Filip Bajon reżyserując „Śluby Panieńskie”  Aleksandra Fredry. Filmowcy z Japonii pracowali nad scenami do filmu „Persona non grata”.

Czerwcowe kwiaty.

W czasie naszej czerwcowej wizyty Góra Sowia obsypana była najróżniejszymi dzikimi kwiatami. Pachniała dzika róża, pszeniec różowy konkurował z wyką, kto utworzy najpiękniejszy kobierzec. Nie zabrakło też innych, ciekawych roślin.

Gdy zjechaliśmy niżej, przywitał nas czerwony dywan z maków i błękitne jak niebo chabry.

Bardziej wytrwali obserwatorzy mogli skupić się na wypatrywaniu licznych gatunków ptaków, które nad Liwcem znalazły swój dom.

Nagroda dla wytrwałych – zachód słońca.

Jeśli zostaniecie do wieczora i będziecie mieli odrobinę szczęścia, czeka na Was wspaniałe przedstawienie, którego twórcą jest zachodzące słońce. Każdego dnia inne, niepowtarzalne, jedyne i tylko dla Was.

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt

 

Inne wpisy z Mazowsza, które mogą Cię zainteresować:

Skansen w Kuligowie ma artystyczną duszę.

Kampinoski Park Narodowy. Ludzie odchodzą, domy zostają.

Fioletowy zawrót głowy – wrzosowisko Mostówka.

 

Liw, czerwiec 2020

Tekst i zdjęcia Ewa Siwiecka