Ze smutkiem donoszę, że Siedmiogród siermiężny, kryty słomą, z wozami drabiniastymi i polnymi drogami odchodzi w zapomnienie. Asfalt wlewa się w górskie doliny i na przełęcze. Łączy wioski i sioła. Asfaltem suną samochody wypełnione turystami, którzy na każdej górze, przy każdym zamku robią sobie selfie.

W Rumunii zakochałam się w czasie moich poprzednich podróży w latach 2006-2007 . Urzekła mnie wtedy nieskalana przyroda, majestatyczne piękno gór, dzikość krajobrazów, ludzie, którzy żyli jak ich ojcowie i dziadowie, ich gościnność i otwartość. Z dużą dozą niepewności zastanawiałam się, co zastanę po latach? Czy moja miłość wytrzyma próbę czasu?

Jako rejon badawczo-porównawczy wybrałam Siedmiogród, inaczej zwany Transylwanią. Miały być zamki chłopskie, kościoły warowne, malownicze wioski i piękne trasy widokowe – wybór padł na Transalpinę i Transfogarską. Ponieważ na wszystko mieliśmy tylko tydzień, serce bolało mnie ogromnie, gdy musiałam wybrać tylko nieliczne miejsca, z tych, które chciałam odwiedzić w Siedmiogrodzie.

Najmilej podróżuje się w grupie, więc towarzyszyli mi: mąż Krzysiek, kolega Sylwek (Nissan Patrol nr 1) oraz przesympatyczna rodzina: Ela, Artur, Monika i Bartek (Nissan Patrol nr 2). Samochody przygotowane były do jazdy w terenie, lecz tym razem postanowiliśmy omijać błotne koleiny szerokim łukiem, skupiając się na turystycznych atrakcjach.

Pierwszym miejscem, do którego dotarliśmy było zatrute jezioro, które powstało na skutek zatopienia wioski Geamana odpadami z kopalni. To bardzo smutna historia, o której możecie poczytać tutaj. Dotarliśmy również do kopalni miedzi, która cały czas zrzuca zanieczyszczenia do jeziora.

Na południowy wschód od Rosia Montana można znaleźć zapomniane przez Boga i turystów wioski. Nasze samochody wzbudzały duże zdziwienie wśród mieszkańców. Nie wiadomo czy my byliśmy większą atrakcją dla wieśniaków, czy oni dla nas?

Przy drodze, którą jechaliśmy stało takie cudo, jak na zdjęciu poniżej. Wstydliwi Hobbici poukrywali się wewnątrz, więc postaliśmy, porobiliśmy zdjęcia i pojechaliśmy dalej.

Gdy droga wspięła się na wierzchołek góry, nie było widać żadnych oznak ludzkiej działalności, jedynie ukwiecone łąki, soczystą zieleń drzew i łagodną linię sąsiednich wzgórz. Musieliśmy zrobić przerwę, żeby dusza nacieszyła się widokami, a brzuchy zaspokoiły fasolką po bretońsku.

Taką Rumunię pokochałam i taka Rumunia jeszcze istnieje. Więc zjedźcie z głównych szlaków i znajdźcie to co prawdziwe, naturalne i piękne. Wsłuchajcie się w ciszę. Zapomnijcie o wszystkim. Będziecie tylko Wy i Duch Gór.

Zostawiliśmy ten uroczy zakątek, który byłby idealnym miejscem na nocleg i popędziliśmy w kierunku Hunedoary. Ponieważ zbliżała się noc postanowiliśmy poszukać noclegu w cywilizacji. Jedyny kemping w okolicach Hunedoary znajduje się nad urokliwym jeziorkiem Cincis. Nie zróbcie tego błędu co my i nie jedźcie tam. Jezioro przepiękne, plaża zadbana, lecz poza tym kemping dla hardkorowców. Toalety z dziurkami w podłodze, z których bił straszliwy fetor. Prysznic to rura, tylko z zimną wodą. Rura ta była niemalże na środku kempingu i nie posiadała żadnych ścianek czy kotar. Nie było zlewu, w którym można by umyć naczynia.

Rano czym prędzej złożyliśmy namioty i wymazując z pamięci te straszne miejsce, ruszyliśmy na spotkanie historii, czyli wizyta w Zamku Korwina. Więcej o zamku w Hunedoarze i jego legendach możesz przeczytać tutaj.

Kolejny etap naszej podróży to pokonanie Transalpiny. O tej pięknej trasie, na której królują osiołki, możesz przeczytać tutaj.

Nasza mała szamanka Monika sprowadziła deszcz. Więc tym razem nocowaliśmy w miłym, czystym pensjonacie. Spod prysznica leciała gorąca woda, która zmyła całodzienne zmęczenie.

Kolejny dzień rozpoczeliśmy od wizyty w Klasztorze Polovragi. Znajdujący się tam kościółek posiada bardzo cenne, ponad 250 letnie freski. Ich wyraziste kolory oraz oryginalna tematyka wzbudza podziw zwiedzających.

Na terenie klasztoru znajduje się mały cmentarz, na którym pochowani są popi i zakonnice. Zwróćcie uwagę na groby. Napisy i zdjęcia umieszczone są po drugiej stronie nagrobków niż jest to praktykowane w Polsce. Podobne zjawisko zaobserwowałam na innych cmentarzach, choć nie jest to regułą. Są cmentarze z napisami od strony grobu i są też nekropolie, gdzie występują oba rodzaje nagrobków.

Kolejną ciekawostką, jest długowieczność pochowanych tu ludzi. Większość żyła ponad 80 lat.

Za klasztorem zaczyna się malowniczy wąwóz. Prowadząca jego dnem droga dość szybko staje się szutrowa i ginie z map google. Szeroka i wygodna prowadzi wzdłuż rzeki wśród gęstych lasów. Mniejsze strumienie tworzą wodospady, pod którymi można spłukać podróżny kurz.

Ciepłe, letnie dni przyciągnęły do lasów Cyganów. Na polankach rozstawiali swoje charakterystyczne namioty przykryte folią. Jednak nie przyjechali oni na wypoczynek na łonie natury. To dla nich miejsce pracy. Od rana do wieczora mężczyźni, kobiety i dzieci zbierali jagody, jeżyny i grzyby. Dobra te były sprzedawane turystom  koło zamków lub przy głównych drogach tranzytowych.

Ponad 1/3 energii zużywanej w Rumunii pochodzi z elektrowni wodnych, dlatego zapory i jeziora w górskich dolinach to dość powszechny widok. Większość z nich została zbudowana za czasów dyktatury Nicolae Ceausescu. Najważniejsze było wówczas, uzyskanie jak największej mocy elektrowni, a ekologia nie odgrywała żadnej roli. Woda z zapory w całości jest kierowana sztolniami do podziemnych elektrowni. Totalnie zaburza to ekosystem rzeki, uniemożliwiając przemieszczania się ryb wzdłuż cieku wodnego.

Po kilku godzinach jazdy dojechaliśmy na początek Trasy Tranfogaraskiej. Opis tej części podróży znajdziecie tutaj.

To było nasze pożegnanie z wysokimi górami. Wjechaliśmy w najbardziej turystyczną część Siedmiogrodu. W tłoku i zgiełku zwiedziliśmy zamki w Bran, Rasnov i Rupea, ich opis znajdziesz tutaj.

Odnaleźliśmy leżąca trochę na uboczu saską wioskę Viscri z jej uroczym kościołem warownym. O historii wioski i próbie jej uratowania przeczytasz tutaj.

Zatrzymaliśmy się w przepięknej Sighisoarze. Nad dolmym miastem, góruje potężna cytadela. Grube mury i liczne wieże skrywają cudną starówkę. Godzinami można spacerować pomiędzy jej kolorowymi kamienicami, rozkoszując się średniowiecznym klimatem. Warto usiąść przy stoliku jednej z licznych restauracji, zamówić sarmale z mamałygą i popijając wino chłonąć atmosferę tego fascynującego miasta.

Sighisoara jest jednym z 7 miast od których pochodzi nazwa Siedmiogrodu. Swój rozwój zawdzięcza Sasom, którzy osiedlili się na tym terenie w XII wieku.Miasto zamieszkiwane było głownie przez rzemieślników, którzy samodzielnie wznieśli mury górnego miasta, a później i dolnego. Wykopano głębokie studnie, aby przetrwać oblężenie wroga. Na terenie osady mogli mieszkać jedynie Sasi. W XVII i XVII wieku nastały dla miasta ciężkie czasy: najazdy Turków, zarazy i pożary. Po I wojnie światowej Sighisoara została przyłączona do Rumunii.

Ostatnią noc w Rumunii postanowiliśmy spędzić pod gwiazdami. Na północnych krańcach Siedmiogrodu, na łące za polem kukurydzy po raz ostatni rozstawiliśmy namioty.

Przyszła pora na refleksje. Siedmiogród za wszelką cenę próbuje dogonić Europę. Dla mieszkańców pewno są to zmiany na lepsze. Przed starymi chałupami stoją nowoczesne samochody, które mogą bez trudu jeździć po nowiutkim asfalcie. Mi jednak jest smutno.

Żal mi, że tak mało zostało dzikich, nieskalanych cywilizacją miejsc. Przejazd przez Karpaty staje się łatwy i masowy. I mimo niezapomnianych widoków jakie można zobaczyć na Trasie Transfogarskiej, to jazda żółwim tempem w gigantycznym korku, odbiera całą przyjemność. Nam na szczęście się to nie przydarzyło. Może ze względu na późną porę przejazdu, może na złą pogodę.

W ostatnich latach bardzo dużo zabytków zostało odrestaurowanych i cały czas jest modernizowanych. Zdarzało się, że w ostatnim momencie uratowano drewniane, stare chałupy np. w Viscri. Próbuje się odtworzyć tradycyjne rumuńskie rzemiosło. Licznie powstają pensjonaty i hoteliki. Znacząco podnosi to atrakcyjność turystyczną rejonu. Na zew Drakuli z całej Europy zjeżdżają się poszukiwacze przygód. W konsekwencji do kas wszystkich bardziej znanych zabytków ustawiają się długie kolejki chętnych do zwiedzania. Gdy już zakupią oni swój wymarzony bilet, następuje spacer zatłoczonymi alejkami, gdzie głównie trzeba patrzeć pod nogi, aby nie nadepnąć innych zwiedzających.

Siedmiogród żegna turystów, którzy z plecakiem i namiotem szukali tu ciszy i spokoju a wita nowych, bogatszych, którzy docenią zadbane pensjonaty, restauracje z lokalnymi przysmakami i zabytki, jakich nie znajdzie się nigdzie indziej.

Rumunia, lipiec-sierpień 2018

tekst: Ewa Siwiecka

zdjęcia: Ewa i Krzysiek Siwieccy, Elżbieta Markuszewska