Maleńki skrawek ziemi zagubiony w szafirze wód jeziora Titicaca. Tak maleńki, że można w godzinę można przemierzyć go od końca do końca. Niegdyś to cały świat żyjących tam Indian. Mieszkali sobie spokojnie, zapomniani przez ludzi i Boga. Rządzili się swoimi prawami, mieli odrębne zwyczaje. Taka była wyspa Taquile. A jaka jest dzisiaj?

Płyniemy sprawdzić. Cieszymy się piękną pogodą i podziwiamy wszystkie odcienie niebieskiego na niebie i w wodzie. Pogoda sprawiła mam miłą niespodziankę, bo miało padać a jest prześlicznie. Nad lądem kłębią się chmury a nad mami błękit nieba.

Podróż z Puno na wyspę trwa około 2 godzin, w zależności jak szybką łodzią płyniecie. My mamy wolną, więc relaksujemy się i podziwiamy widoki. Wreszcie na horyzoncie ukazuje się wrzecionowaty kształt – wyspa Taquile – cel naszej podróży.

Gdy podpływamy bliżej widzimy, że na calutkiej wyspie są tarasy uprawne. Większość z nich jest bardzo stara, pamięta jeszcze czasy, gdy okolicą rządzili Inkowie. Z tego okresu pochodzą najstarsze ruiny na wyspie. Wyspa długo broniła się przed Hiszpanami, jednak w 1580 roku została oddana pod rządy kastylijskiego hrabiego Pedro Gomez de Taquila. Od jego nazwiska pochodzi nazwa wyspy.

Przybijamy do brzegu i tu niespodzianka. Musimy po schodkach wejść około 200 m do góry. Synowie śmigają jak kozice, nie bacząc, iż znajdujemy się na 4000 m n.p.m. Ze mną jest znacznie gorzej. Co chwila przystaję, robię zdjęcia a tak naprawdę próbuje uspokoić oszalałe serce.

Wreszcie pojawia się kamienny łuk, znak, że wchodzimy do jednego z 6 sektorów wyspy. Każdy sektor ma swoją społeczność i do każdego można dostać się brukowanymi ścieżkami, przechodząc przez łuk powitalny. Na wyspie nie ma dróg, wiec i nie ma samochodów.

Ludność wyspy wyznaje religię katolicką, jednak bardzo silnie zakorzenione są prawa inkaskie, które pokrywają się z wiarą katolicką. Prawa te mówią: ama k’ella – nie bądź leniwy, ama sua – nie kradnij, llulla loves – nie kłam. Przestrzeganie tych zasad spowodowało, że na wyspie nie ma policji. Wszystkie spory rozstrzygane są publicznie, na głównym placu. Nie ma też psów, bo cóż miałyby pilnować, jeśli nikt nie kradnie. Nie chcąc być posądzonym o lenistwo, mieszkańcy stale zajęci są szydełkowaniem lub przędzeniem. W czasie naszego spaceru spotkaliśmy jednak ludzi, którzy zajmowali się wyłącznie… rozmową. Źródła podają, że nie ma też na wyspie kotów, które są symbolem lenistwa. Jest to nieprawda, gdyż internet donosi, że były osoby, które widziały co najmniej jednego kota. 😉

Mieszkańcy zajmują się przede wszystkim rybołówstwem, rolnictwem i tkactwem. Szczególnie intensywnie rozwija się te ostatnie w związku z napływem na wyspę turystów, którzy bardzo chętnie kupują miejscowe wyroby.

Od czasu podboju wyspy przez Hiszpanów mieszkańcy noszą ubrania wzorowane na ubiorze hiszpańskich chłopów. Kobiety zakładają kolorowe, obszerne spódnice i okrywają się czarnymi chustami, do których przyczepione są kolorowe pompony. Kolor i wielkość pomponów określa, czy jest ona panną czy mężatką. Mężczyźni zakładką czapki z pomponami. Ich kolor oraz to, czy pompon jest z prawej, czy z lewej strony mówi o stanie cywilnym oraz czy kawaler ma narzeczoną czy nie. Próbowaliśmy sprawdzić to w czasie naszego pobytu na wyspie, ale nie wszystko się zgadzało.  🙁

Społeczeństwo wyspy tworzy specyficzną komunę. Wiele prac rolnych wykonywanych jest wspólnie. Na centralnym placu jest tylko jeden duży sklep z pamiątkami. Każdy, kto chce sprzedać swoje wyroby, oddaje je do sklepu.

Turystyka na wyspie zaczęła rozwijać się w latach 70-tych XXw. Nie zbudowano tu jednak żadnego hotelu a turyści mieli  możliwość nocowania u indiańskich rodzin. W chwili obecnej biura turystyczne w Puno oferują wycieczki, w programie których Taquile jest jedynie krótkim przystankiem i miejscem na obiad. Aby temu przeciwdziałać powstało lokalne biuro podróży Manay Taquile.

Więcej informacji o wyspie uzyskacie tutaj.

Pod jednym względem zwiedzanie wyspy, mimo że nastawionej na turystykę, jest trudne. Mieszkańcy są nieśmiali, nie uśmiechają się jak ludzie z innych rejonów świata, często spuszczają głowy, gdy ich mijamy. Tak jest w całym Peru i do tego musimy się przyzwyczaić.

Czas przeznaczony na wizytę na Taquile szybko minął. Powróciliśmy na łódkę i popłynęliśmy do Puno.

[mappress mapid=”66″]

Pozostałe wpisy o Peru:

Tajemnicze linie Nazca. Peru – dzień 1.

Mumie szczerzą zęby na cmentarzysku Chauchilla. Peru – dzień 2.

Południowe wybrzeże Peru. Dzień 2.

Arequipa – białe miasto u stóp wulkanów. Peru – dzień 3.

Kanion Colca i Andy – królestwo lam, alpak, wikunii i olbrzymich kondorów.

Złowieszcze wieże cmentarne Sillustani. Peru – dzień 5.

Pływające wyspy Uros na jeziorze Titicaca. Peru – dzień 6.

 

Peru, wrzesień 2019

Tekst i zdjęcia  Ewa Siwiecka