Wiatraki pierwszy:

Gdy przenieśli mnie z Ostrówka do skansenu, miałem nadzieję na lepsze życie. Myślałem, że ludzie będą mnie podziwiali, że przeżyję drugą młodość. A stoję tutaj w krzakach, za drzewami. Nikt mnie nie widzi. Nikt do mnie nie zagląda. Niszczeję. Moje skrzydła się rozpadają. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam, ale chyba niezbyt długo.

Wiatrak drugi:

Moi państwo sprowadzili mnie z Zahajek. Zadbali o moje mechanizmy, wyremontowali. Postawili wśród cudownych podlaskich łąk. Codziennie budzi mnie piękny wschód słońca a usypiam wśród kolorowych chmur zachodu. W moim środku skrywają się przytulne pokoiki, w których śpią ludzie. Dzielę się z nimi widokami okolicy i sprawiam, że są szczęśliwi, więc i ja jestem szczęśliwy.

Mam wielką słabość do wiatraków. Są dla mnie romantycznym symbolem dawnej, pracowitej wsi. Jest ich coraz mniej. Zaniedbane, wystawione na deszcze i wiatry rozpadają się. W ciepły lecz deszczowy weekend czerwcowy pojechałam w okolice Siedlec, na poszukiwania drewnianych piękności. Towarzyszyły mi koleżanki spragnione piękna polskiej wsi.

Muzeum Architektury Drewnianej Regionu Siedleckiego w Nowej Suchej.

We wsi Nowa Sucha znajduje się mały, prywatny skansen. Mimo jego niewielkich rozmiarów, historia stojących tu obiektów jest imponująca a postawa obecnych właścicieli godna podziwu.

Po przekroczeniu bramy wchodzimy na teren wiekowego parku, którego główna aleja prowadzi nas wprost do dworu.

Podlasie Południowe – kilka słów o historii dworku w Suchej.

Pierwsze wzmianki o wsi Sucha pochodzą jeszcze ze średniowiecza. W 1743 r. kasztelan liwski Ignacy Cieszkowski wzniósł we wsi obszerny dwór modrzewiowy. Posiadłość należała do rodziny Cieszkowskich do II wojny św. W swych progach gościła króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Upaństwowienie posiadłości szybko stało się przyczyną rujnacji dworu. Zniszczony dwór z dziurawym dachem, zapadającymi się stropami, butwiejący i rozsypujący zobaczył Marek Kwiatkowski, wieloletni dyrektor Muzeum Łazienki Królewskie. Widok ruiny tak go poruszył, że w 1988 r.  zakupił posiadłość i w ciągu kilku lat przywrócił dawny blask dworowi. Budynku nie zachował tylko dla siebie, lecz utworzył w nim muzeum.

Obecnie można oglądać wnętrze dworu, wyposażone w stare meble oraz obrazy, w tym malowane przez gospodarza.

Skansen.

Marek Kwiatkowski nie poprzestał na wyremontowaniu dworu. Na przyległym terenie stworzył skansen drewnianego budownictwa zabytkowego, charakterystycznego dla regionu siedleckiego. 

I tu zaczyna się magia tego miejsca. Chałupy oraz budynki gospodarcze emanują starością. Ich dachy porasta mech,  inne roślinki też się znajdą, nawet małe drzewka. Często brak jest ścieżek, więc brnie się po kolana w trawie, przez cudowną, pachnącą łąkę.

Zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia a od drugiego miłość ta została potwierdzona. Mogłabym godzinami spacerować wśród starych drzew parkowych, wąchać krzewy jaśminu i wyobrażać sobie, że jestem XIX wieczną dziedziczką.

Jeśli lubicie takie klimaty, nie nastawiajcie się na szybkie obejrzenie obiektów, których nie jest dużo. Poświęćcie czas na obcowanie z pięknem w czystej postaci. Posłuchajcie głosu ptaków i brzęczenia owadów. Usiądźcie i delektujcie się chwilą.

Niestety jest także druga strona medalu. Przeniesione do skansenu budynki niszczeją w zastraszającym tempie. Niedawno zawalił się XIX wieczny maneż. Myślę, że bez pomocy z zewnątrz właścicielka Maria Kwiatkowska nie jest w stanie skutecznie troszczyć się o skansen. Zamiast krytykować, może macie pomysł, jak pomóc pani Marii?

Na posesji możemy zobaczyć przeniesione tu inne dwory oraz oficynę dworską i organistówkę.

Nie wszystkie budowle maja wartość zabytkową. Przy drodze znajduje się kapliczka zaprojektowana przez Marka Kwiatkowskiego.

Skansenu ciąg dalszy. Czy aby na pewno?

Dużym minusem skansenu w Suchej jest brak mapki, opisów obiektów lub drogowskazów. Teren jest duży, przedzielony drogą i ciężko się zorientować, gdzie są jego granice.

Po drugiej stronie drogi, obok małego parkingu mieszczą się kolejne ciekawe obiekty. Za karczmą plebańską znajduje się staw, a za nim budynki miejskie z XIXw. które już mają nowego właściciela??? Cały teren za drogą jest swoistą „ziemią niczyją”, gdyż jak się dowiedziałam, są wobec niego roszczenia.

Podlasie Południowe – wiatrak?

No właśnie, gdzie jest wiatrak?- spytacie.

Obeszłam cały skansen a bohatera wpisu nie ma. Gdzie jest wiatrak?

Proszę o pomoc obsługę muzeum. Długo tłumaczą, jak go znaleźć, bo żadnej mapki skansenu nie ma 🙁 .

Idę, a właściwie przedzieram się prze łąkę, porośniętą wysoką trawą i chwastami. Wreszcie wśród drzew ukazuje się sprawca zamieszania.  Wiatrak holenderski. Nie takiego widoku się spodziewałam. Stoi i niszczeje wśród  zarastających go krzaków. Kto ma tyle determinacji jak ja, aby go odszukać?

Tym smutnym akcentem kończymy wizytę w skansenie. Miejsce wzbudza różne odczucia. Przeważają te dobre, lecz trudno powstrzymać żal, że niektóre z cennych budowli pewnie zakończą tu swój żywot.

Cennik Muzeum Architektury Drewnianej Regionu Siedleckiego:

normalny – 6 zł
ulgowy – 5 zł
fotografowanie wnętrz dworu: 4 zł
fotografowanie parku: 2 zł

Godziny otwarcia:

1000 – 1500 – wtorek – piątek
1100 – 1700 – sobota, niedziela i święta
(w poniedziałki nieczynne)

Więcej informacji o skansenie znajdziecie tutaj.

Podlasie Południowe – gospodarstwo agroturystyczne „Pod Starą Czereśnią”.

Czas odszukać drugi wiatrak. Jedziemy wolno, podziwiając krajobrazy podlaskich wsi. Wreszcie jesteśmy w Stoku Wiśniewskim, gdzie swoje gospodarstwo agroturystyczne prowadzą Izabela i Emir Chaleccy. Pan Emir szczycący się tatarskim pochodzeniem, zakupił  XIX-wieczną krytą gontem plebanię z Jabłonny Lackiej. W przeniesionym do Stoku Wiśniewskiego i wyremontowanym domu mieszkają do dziś.

Po drugiej stronie drogi  postawili starą, podlaską chatę, krytą strzechą i wiatrak typu „koźlak”,  przeniesiony z Zahajek (wieś w województwie lubelskim).  Wszystko przystosowane do przyjmowania gości.

Patrzcie i podziwiajcie! Rzadko się zdarza nocować w tak sielskim miejscu. Wokół tylko łąki i lasy. Nad wszystkim unosi się intensywny zapach właśnie kwitnącego jaśminu.

Wiatrak.

Wiatrak jest po prostu imponujący. W czasie składania go na ziemi siedleckiej, zadbano o uzupełnienie wszystkich brakujących części. Wyremontowano skrzydła i belki podtrzymujące. W środku zachowany jest oryginalny mechanizm kół i kamienie młyńskie. Jeśli przyjrzycie się uważnie zdjęciu, zobaczycie, że brakujące zęby w kołach zastąpiono nowymi.

W tak pięknym wnętrzu zostały przygotowane miejsca do spania oraz łazienki. Wszystko abym mogła spędzić tu niezapomnianą noc. Oczywiście Wy też możecie 🙂 .

Zachód słońca.

Budynki choćby nie wiem jak piękne byłyby tylko budynkami, gdyby nie serdeczna atmosfera wykreowana przez gospodarzy. Miałyśmy możliwość skosztowania tatarskich przysmaków, przygotowanych prze panią Izabelę. Pierekaczewnik palce lizać. Jedząc i popijając nalewkę własnej roboty, słuchałyśmy opowieści o rodzinie Chaleckich, o tym nietuzinkowym miejscu, o wszystkich troskach i zmartwieniach z którymi borykają się nie najmłodsi gospodarze.

Marzyło mi się zrobienie zdjęć wiatraka na tle zachodzącego słońca. Pogoda pokrzyżowała trochę plany, ale spoza dużej, deszczowej chmury na chwilę pojawiły się żółcie i pomarańcze. Wystarczyło, aby uwiecznić to na fotografii.

W oczekiwaniu na wschód słońca.

Jeśli nie zachód, to może wschód będzie spektakularny. Wstałyśmy przed godziną 4 i wyjrzałyśmy przez okienko w wiatraku. Deszczowe chmury wisiały na niebie, ale przy horyzoncie pojawiła się wąska czerwona szpara. Jest nadzieja, że zobaczymy wschodzące słońce.

W chałupie obok paliły się światła, gdyż dziewczyny urządzały tam wieczór panieński.

Wschód słońca.

Rozpoczęła się walka słońca z wstrętną chmurą. Horyzont płonął żółcią, pomarańczą i czerwienią. Na krótką chwilę wyjrzało słońce, lecz po chwili pozwoliło się przykryć granatową, chmurzastą pierzyną.

Warto było rano wstać, aby zobaczyć Podlasie o tej magicznej porze! Patrzcie i podziwiajcie, bo jest co! Przyroda jest po prostu fantastyczna!

Podlasie Południowe – Stok Wiśniewski.

Jeśli myślicie, że w Stoku Wiśniewskim tylko budynki państwa Chaleckich są godne uwagi, jesteście w błędzie. Cała wieś jest niezwykle urokliwa i także pachnie jaśminem. Ten zapach na długo będzie mi się kojarzył z Podlasiem.

Idąc wzdłuż ulicy mijamy zadbane posesje. Na wielu z nich stoją stare, drewniane domy o ozdobnych werandach i kolorowych okiennicach.

Długo by można pisać o podlaskiej przyrodzie i pokazywać piękne zdjęcia, ale to już zupełnie inna historia. Teraz żegnamy wiatraki i ponaglane przez burze wracamy do Warszawy. Było pięknie, było intensywnie. Podlasie pokazało swoje kolejne, zawsze fascynujące oblicze.

Więcej informacji na temat gospodarstwa agroturystycznego „Pod Starą Czereśnią” znajdziecie tutaj. Od razu uprzedzę, że gospodarze wynajmują najchętniej cały wiatrak (10 miejsc noclegowych). Wpis nie jest reklamą, lecz powstał pod wpływem podziwu dla tego miejsca.

I jeszcze małe wtrącenie dla ciekawskich. Podlasie Południowe – nazwa ta pojawiła się dopiero w XIXw. jako rejon administracyjny. Przyjęła się i jest używana do dziś. Rejon ten jest zróżnicowany etnograficznie i historycznie. Obecnie jego tereny wchodzą głownie w skład województw mazowieckiego i lubelskiego.

 

Inne wpisy, które mogą Was zainteresować:

Skansen w Kuligowie ma artystyczną duszę.

Kampinoski Park Narodowy. Ludzie odchodzą, domy zostają.

Podlaskie krajobrazy w obiektywie fotografa

Kruszyniany i Bohoniki, czyli Tatarzy są wśród nas.

Skit w Odrynkach, czyli jak wygląda pustelnia XXI wieku

Ruiny kościoła w Jałówce, czyli zawiłe losy ziemi jałowej.

 

Podlasie Południowe, czerwiec 2020

Tekst i zdjęcia Ewa Siwiecka