Zatem jesteśmy w „pępku indyjskiego świata” czyli w Cuzco. Mieście, które miało kształt świętego zwierzęcia pumy, symbolizującej świat współczesny. Z tego miejsca Inkowie kierowali swoim imperium, rozciągającym się na prawie całym wybrzeżu Ameryki Południowej. Rządzili 12 milionową społecznością rolników i pasterzy. Ich tarasy uprawne i systemy nawadniające pozostały do dziś. Cała reszta została w większej części zniszczona przez hiszpańskich konkwistadorów, a że Inkowie nie znali pisma, ich historia również uległa zapomnieniu.

Przy drodze z Pisac do Cuzco znajdują się stanowiska archeologiczne z ruinami inkaskich budowli: Tambomachay, Salapunco, Puca Pucara i Qenko. Mijamy je i zatrzymujemy się dopiero przy twierdzy Sacsayhuaman. Mamy podwójne szczęście: na terenie twierdzy odbywają się inscenizacje historyczne i z ich powodu wstęp na część twierdzy jest bezpłatna. W innym przypadku musielibyśmy zapłacić 70 soli 🙁

Sacsayhuaman.

Głową Cuzco była twierdza Sacsayhuaman, która z pobliskiego wzgórza strzegła swego cielska. Ogromne granitowe szańce zbudowane są z kamieni o wysokości do 5 m, ważących nawet 350 ton. Kamienie idealnie do siebie pasują, bez użycia zaprawy. Szańce mają po 22 narożniki w kształcie klinów – to zęby pumy.

Trzy wieże strzegły szczytu fortecy. Pozostały z nich jedynie fundamenty. Wieże połączone były ze sobą szeregiem podziemnych przejść. W razie zagrożenia w fortecy mogli się pomieścić wszyscy mieszkańcy dawnego Cuzco.

Podczas bitwy w 1536 r. Hiszpanie zmusili Inków do wycofania się do wież i tam w imię miłości do bliźniego wyrżnęli ich w pień. Niezliczone ciała wojowników zostały wydane kondorom na pożarcie. Tak więc kondory w herbie Cuzco, to nie tylko symbol świata duchów, ale również przypomnienie tamtej tragedii.

Hiszpanie nie poprzestali na zabiciu Inków. Zniszczyli większą część fortecy, a jej kamienie posłużyły jako budulec dla kościołów i innych budynków w Cuzco.

W czasach świetności Inków, na przedpolu szańców fortecy odbywały się ceremonie religijne i wojskowe. Udało nam się trafić na rekonstrukcję takich uroczystości. Dzięki setkom Peruwiańczyków przenieśliśmy się w dawne czasy igrzysk i dostatku.  Tuż przy potężnym murze, na podwyższeniu zajmował miejsce wódz Inków oraz jego dostojnicy. Ogniste przemówienia króla wygłaszane w języku keczua, zagrzewały zawodników do walki. Obok stała orkiestra, składająca się z młodych indiańskich chłopców. Cały czas rytmiczne dźwięki muzyki towarzyszyły przedstawieniu.

Widowisko zrobione było z rozmachem i fantazją. Jedną z konkurencji były walki młodych wojowników na bujającej się belce, wysoko nad ziemią. Na plac zostały wniesione rusztowania z kilkumetrowych pali. Gdy za pomocą lin ustawiono je do pionu, chłopcy wspięli się po drągach i starając się zachować równowagę, rozpoczęli walkę. Dookoła, w rytm muzyki tańczyły dziewczyny z kwiatami w dłoniach.

Później nastąpił taniec – walka pum i kondorów. To było świetne przedstawienie, które na długo pozostanie nam w pamięci.

Punkt widokowy Cristo Blanco.

Jadąc z Sacsayhuaman do centrum Cuzco, można wybrać drogę przebiegającą obok olbrzymiej figury Białego Chrystusa. Warto zatrzymać się i spojrzeć na miasto z góry, aby podziwiać jego spójną zabudowę  z czerwonymi dachówkami.

Cuzco – historia.

Założenie miasta wiąże się z inkaską legendą, wg. której Manco Cápac i Mama Ocllo, dzieci Słońca i Księżyca wyruszyli na poszukiwanie miejsca do ustanowienia swojego królestwa. Manco Capac wbijał swoją laskę w ziemię w różnych miejscach, aż dotarł do doliny, gdzie obecnie znajduje się Cuzko. Tutaj laska zniknęła pod powierzchnią. Był to znak, że są u celu swojej podróży.

W 1533 r. przybyli do miasta Hiszpanie wraz z Francisco Pizarro i po pokonaniu Inków, założyli tu swoją siedzibę.

Cuzco – Plaza de Armas.

Kiedy Manco Cápac przybył do doliny Cuzco, osiedlił się w pobliżu bagna położonego między dwoma strumieniami. Jego syn osuszył bagnisko poprzez zasypanie go ziemią, przyniesioną z okolicznych gór. Wierzchnią warstwę stanowił biały piasek, przywieziony znad oceanu.

Plac te służył Inkom jako miejsce różnorodnych uroczystości. Co roku obchodzono tu Święto Słońca. Jeśli nadarzyła się szczególna okazja, na placu umieszczano mumie zmarłych władców, a lud oddawał im cześć.  Wokół placu znajdowały się pałace władców inkaskich. Kiedy Hiszpanie przybyli do Cuzco tam właśnie się zatrzymali. Wszyscy wiemy jak to się skończyło. Inkowie zostali wymordowani, pałace zburzone, nawet piasek z placu został wykorzystany do budowy katedry.

Mimo zmian jakie zaszły przez stulecie, Plaza de Armas była za czasów hiszpańskich konkwistadorów oraz jest obecnie centrum miasta. Tutaj gromadzą się turyści, zwiedzają kościoły, piją kawę w licznych kawiarniach. Przepięknie wyglądają kolonialne domy z drewnianymi balkonami.

Na środku placu znajduje się złota figura władcy Inków – Pachacuti. Wiąże się z nią skandal, gdyż w 2011 roku burmistrz Cuzco bez konsultacji postawił tę statuę, mimo, że Cuzco jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Podzieliło to opinię publiczną na dwa obozy: zwolenników historycznego wyglądu placu oraz entuzjastów przypominania o inkaskim pochodzeniu miasta.

Dwie flagi wiszą na placu: peruwiańska i kolorowa jak tęcza inkaska.

Cuzco – kościoły.

Cuzco jest rajem dla miłośników architektury sakralnej. Znajduje się tu duża liczba, pięknych i starych kościołów. Niestety wiele z nich stoi na ruinach dawnych inkaskich budowli. Tutaj chrześcijańska miłość do bliźniego przybrała formę, która jest nie do zaakceptowania. Nie wspominając o poszanowaniu dla innych kultur i zabytków. Spacerując uliczkami Cuzco, aż dygotałam z oburzenia, jak w imię Chrystusa można było dopuścić się takiego barbarzyństwa? Unicestwić taka kulturę!

Najważniejszym budynkiem sakralnym jest Katedra. Jej budowa rozpoczęła się w 1560 w miejscu, gdzie wcześniej znajdował się pałac ósmego Inki Wiracochy. Jej ściany powstały z płyt z czerwonego granitu, które zostały przywiezione z twierdzy Sacsayhuaman. Barokowe wnętrze kościoła ocieka złotem i srebrem.

Bezpośrednio do katedry przylegają dwa kościoły: z prawej – El Triunfo, z lewej – Inglesia Jesus, Maria y Jose. El Triunfo jest pierwszym hiszpańskim kościołem zbudowanym w Cuzco w 1536 r. Co było wcześniej w ty miejscu? Inkaski skład broni! Nazwa kościoła nie jest przypadkowa i ma przypominać o zwycięstwie Hiszpanów.

Przy Plaza de Armas stoi okazała Inglesia de la Compania – kościół jezuitów. Ten z kolei wybudowany został na ruinach pałacu jedenastego Inki  Huayna Cápac.  Kościół jest jednym z najpiękniejszych przykładów barokowej architektury kolonialnej w Peru.

Tuż za nim mieścił się Klasztor Santa Catalina (obecnie muzeum), powstały na ruinach inkaskiego Acllawasi czyli Domu Dziewic Słońca.

Idąc dalej docieramy do klasztoru Santo Domingo, zbudowanego na szczycie inkaskiego sanktuarium. Tutaj znajdowała się Koricancha, czyli Złoty Dziedziniec, poświęcony bogu Słońca Inti. Była to najbogatsza inkaska świątynia ze ścianami ozdobionymi płytkami złota, inkrustowanymi drogimi kamieniami. W ogrodzie stały naturalnej wielkości statuy zwierzą i drzew, wykonane z złota i srebra. Tutaj przechowywano mumie Inków szlachetnego rodu.

Nie chcę Was zanudzić, ale starych kościołów w Cuzco jest znacznie więcej i aby obejrzeć je wszystkie, trzeba poświęcić sporo czasu.

Cuzco- pozostałości inkaskich murów.

Spacerując po starówce na każdym kroku widzimy fragmenty inkaskich pozostałości. Najczęściej stanowią one podstawę obecnych budynków. Łatwo je odróżnić, gdyż są to najczęściej duże kamienie, idealnie ze sobą spasowane. Świadczą o niezwykłym kunszcie budowniczym Inków, gdyż do łączenia bloków skalnych nie używano zaprawy.

Najlepszym tego przykładem jest ulica Hatunrumiyoc.

Spacer po Cuzco.

Jeśli uda nam się zapomnieć o tragicznych wydarzeniach, związanych z najazdem Hiszpanów, możemy bardzo miło spędzić czas. Historyczna część Cuzco jest pełna uroku i tajemnic i świetnie oddaje klimat kolonialnego miasta. Możemy wałęsać się po wąskich, brukowanych uliczkach. Podziwiać ozdobne, drewniane balkony. Chłonąć atmosferę miasta przy filiżance kawy.

Gdy odejdziemy nieco od Plaza de Armas i wmieszamy w tłum miejscowych, wrażania będą bardziej intensywne. Możemy natknąć się na występy tancerzy, ale takie bardziej autentyczne, dla Peruwiańczyków, nie dla turystów. Kupić uliczne jedzenie za 2-3 sole, choć skosztowanie niektórych potrawy, zwłaszcza z podrobów, wymaga nieco odwagi.

Dzień zakończyliśmy w przytulnej pizzerii. Może nie jest to najbardziej peruwiańskie jedzenie, ale pragnęliśmy odmiany po stekach z alpaki i morskich świnkach. 🙂

[mappress mapid=”69″]

Pozostałe wpisy o Peru:

Tajemnicze linie Nazca. Peru – dzień 1.

Mumie szczerzą zęby na cmentarzysku Chauchilla. Peru – dzień 2.

Południowe wybrzeże Peru. Dzień 2.

Arequipa – białe miasto u stóp wulkanów. Peru – dzień 3.

Kanion Colca i Andy – królestwo lam, alpak, wikunii i olbrzymich kondorów.

Złowieszcze wieże cmentarne Sillustani. Peru – dzień 5.

Pływające wyspy Uros na jeziorze Titicaca. Peru – dzień 6.

Wyspa Taquile i jej mieszkańcy. Peru – dzień 6.

Świątynia Wiracocha, Brama Rumicolca i kościół San Pedro Apostol czyli droga przez Andy.

Pisac – tajemnicze ruiny inkaskiego miasta. Peru – dzień 8.

 

Peru, wrzesień 2019

Tekst: Ewa Siwiecka

Zdjęcia: Ewa i Krzysztof  Siwieccy